czwartek, 28 lutego 2013

Shrek


To ulubione ciasto mojego męża. Właściwie to wszyscy, którzy je jedli twierdzą, że je lubią. I trudno się dziwić, bo to ciasto, to już właściwie klasyka domowych przyjęć - tak sądzę... Z kimkolwiek bym nie rozmawiała, to okazuje się, że każdy wie o czym mowa - jeśli nie w tej wersji, to w wersji ze zwykłym, marchewkowym Kubusiem i czerwoną galaretką. Ja też za pierwszym razem korzystałam z tej opcji, ale zielone ciasto robi zdecydowanie większą furorę. Poza tym nie jest zbyt słodkie, za to delikatne, a podawane schłodzone (właściwie to nie wyobrażam sobie inaczej!) może spokojnie zastąpić lody. W oryginalnym przepisie (jednym z wielu jakie dawno temu znalazłam w internecie) spodnią warstwę stanowi upieczony biszkopt, ja jednak zdecydowałam się zastąpić go biszkoptami - jest szybciej :-)

SKŁADNIKI

1 paczka biszkoptów (np. petitki, 120 g)

1 duża paczka delicji

750 ml zielonego soku Kubuś (lub innego tego typu)

400 g śmietanki 30%

2 budynie śmietankowe lub waniliowe bez cukru

3 zielone galaretki

750 ml wody


Dno blaszki wykładamy biszkoptami. Budynie gotujemy na soku - rozrabiamy proszek w 1/2 szklanki zimnego soku, wlewamy do gotującego się pozostałego soku i gotujemy aż pojawią się bąbelki (tak jak przy  gotowaniu zwykłego budyniu). Gorącą masę wylewamy na biszkopty, układamy delicje czekoladą do góry i odstawiamy do całkowitego wystygnięcia. W 250 ml gorącej wody rozpuszczamy jedną galaretkę i studzimy aż będzie zimna, w przeciwnym razie podzieli nam się śmietana, do której trzeba będzie ją dodać. Dwie pozostałe galaretki rozpuszczamy w reszcie wody i również studzimy, można poczekać aż trochę stężeją, wtedy nie spłyną z ciasta (bo te galaretki są potrzebne do polania wierzchu). Śmietanę ubijamy na sztywno i łączymy z galaretką (tę pojedynczą; możecie dalej to miksować, bo galaretka i śmietaną muszą się połączyć w jednolitą masę). Gotową masę wykładamy na delicje, a na wierzch polewamy galaretkę. Ja - zanim ją wyleję - chłodzę ciasto przez chwilę w lodówce, dzięki temu galaretka od razu zaczyna tężeć i ma lśniącą powierzchnię. Jeśli wylejecie galaretkę na ciepłą masę, na wierzchu może pojawić się cieniutka warstwa tłuszcz, przez co wierzch ciasta jest matowy :-(


P.S.
Ja robię to ciasto w kwadratowej blaszce, takiej jak 2/3 wielkości tradycyjnej prostokątnej blachy do ciasta.


środa, 27 lutego 2013

Zapiekanka z bakłażanem


Wykańcza mnie to zaziębienie... po drodze do pracy musiałam zjechać na pobocze, wykasłać się i wykichać i dopiero mogłam pojechać dalej... masakra... właśnie myślę czym by tu jeszcze się leczyć... nigdy nie miałam jakiegoś ulubionego jedzenia w czasie choroby, przeważnie nie miałam na nic apetytu i tak mi zostało... tym bardziej, że obecnie rozróżniam tylko bardzo wyraziste smaki, pozostałe chwilowo nie istnieją :-( dlatego właśnie postanowiłam zrobić zapiekankę, która jest bardzo wyrazista w smaku, a wymyśliłam ja kiedyś w przypływie fascynacji kuchnią włoską :-) spróbujcie...

SKŁADNIKI

1 bakłażan

1 cukinia

200 g mięsa mielonego

1 cebula

1 puszka pomidorów w soku (400 g)

ser żółty

czosnek w proszku

tymianek, majeranek, kolendra

sól, pieprz

1 kostka bulionu warzywnego

oliwa z oliwek


Bakłażana obieramy, kroimy w plastry (ok. 1 cm), wkładamy do miski z zimną wodą i łyżeczką soli - jeśli macie młodego bakłażana możecie zostawić skórkę, ale te dojrzalsze mają skórkę grubszą, a po upieczeniu twardą; woda z solą pozbawia bakłażana goryczki - im ciemniejsze ziarenka, tym bardziej gorzkie. Następnie odsączamy warzywo i obsmażamy  na jasno złoty kolor na oliwie z oliwek- musicie wziąć sporą ilość, bo bakłażan to prawdziwy "pijak" i chłonie naprawdę dużo oliwy podczas smażenia.
Cukinię kroimy w plastry podobnej grubości co bakłażana - tu śmiało możecie zostawić skórkę, też obsmażamy (cukinia potrzebuje mniej oliwy). Z kolei cebulę kroimy w piórka.
Mięso doprawiamy solą i pieprzem i podsmażamy na oliwie.
Pomidory przelewamy do wysokiego naczynia, dodajemy kostkę, pieprz, tymianek i miksujemy, a następnie przesmażamy, aż mus zmniejszy swą objętość o połowę.
Teraz układamy warstwy: cukinię, posypujemy czosnkiem, mięso, cebulę, posypujemy kolendrą, bakłażana, pomidory. Na koniec ser - tarty lub w plastrach, ale wtedy musicie porwać go na mniejsze kawałki, posypujemy majerankiem. Zapiekamy przez 25 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (z termoobiegiem).


P.S.
Jeśli wolicie to możecie mięso zastąpić szynką - wtedy musicie ją pokroić w paski i nie wymaga ona wcześniejszego smażenia.

wtorek, 26 lutego 2013

Makaron zapiekany z cukinią


Zadzwonił mąż i zrobił mi prawdziwy wykład nt. konieczności dbania o zdrowie, a co za tym idzie przesiadywania w kolejkach na poczekalni... Nic z tego! Nie mam czasu... od rana leczę się syropem córci (który kiedyś jej pomógł i jeszcze trochę zostało) i mały efekt jest - mogę już mówić :-) tyle o ile, ale jednak :-) może w weekend bardziej o siebie zadbam, albo pozwolę na to mężowi, skoro tak się troszczy na odległość ;-)
Ale kiedy czuję się tak jak dziś, kiedy boli mnie każda nawet najdrobniejsza część ciała, nie bardzo chce mi się przygotowywać dania, które wymagają dużego zaangażowania :-( Ale kto powiedział, że to co przygotowane szybko nie jest ciekawe i pyszne? A nikt. Dlatego dziś pozwoliłam sobie na odrobinę lenistwa i na obiad zaserwowałam danie, które robi się błyskawicznie, a smakuje tak wyjątkowo, że nie można mu się oprzeć... polecam...

SKŁADNIKI

1 mała cukinia

2 -3 ząbki czosnku

3 łyżki oliwy z oliwek

makaron (ok. 1/2 paczki)

4 plastry sera żółtego


Cukinię kroimy w plasterki, a te w paski; czosnek przeciskamy przez praskę. Oliwę rozgrzewamy na patelni, a następnie wrzucamy na nią czosnek i oliwę - smażymy ok. 5 minut (musicie uważać żeby czosnek nie zrobił się brązowy, bo będzie gorzki). Makaron gotujemy na półtwardo, odcedzamy i dodajemy do cukinii - mieszamy i przekładamy do naczynia żaroodpornego lub bezpośrednio na talerze, na których będziecie podawać - musicie jednak pamiętać, że za chwilę staną się one gorące! - przykrywamy serem żółtym  i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni dosłownie na kilka minut, żeby ser się rozpuścił. 
Szybkie i pyszne - tak jak lubię ;-)



P.S.
Dobrze, że chociaż pisać mogę, bo dzień bez gadania jest jednak dniem straconym...

Szybkie mini serniczki


Okropnie się dziś czuję, powiedziałabym nawet koszmarnie... chociaż teraz już i tak jest lepiej - mówię! bo rano tylko szeptałam, a i to z wielkim trudem... Dopadł mnie jakiś wirus :-( boli mnie gardło, uszy, głowa i całe szczęście, ze chociaż Wam mogę się pożalić, bo na współczucie dwulatki raczej nie mam co liczyć :-( Szukałam na pocieszenie czekolady, ale wszystkie, które ostatnio kupiłam "wyparowały", została tylko biała, a to nie to samo jednak... Chciałam znaleźć przepis na coś słodkiego i ciekawego w smaku - znalazłam pewien sernik, jak się pozbieram do kupy to go upiekę, ale ten przepis podsunął mi pomysł skomponowania przepysznego nadzienia do ciasta francuskiego :-) od razu mi lepiej... tak troszkę...

SKŁADNIKI

1 ciasto francuskie

200 g serka wiejskiego

100 g wiórków kokosowych

100 g białej czekolady

100 ml mleka

3 - 4 krople aromatu cytrynowego lub pomarańczowego (albo obu po 2 krople)


Czekoladę łamiemy na kawałki, wkładamy do rondelka i zalewamy mlekiem - gotujemy aż czekolada się rozpuści, a następnie dosypujemy wiórka i gotujemy jeszcze przez chwilę, aż wszystko ładnie się połączy. Zdejmujemy z ognia i na chwilę odstawiamy do ostygnięcia - masa nie musi być zimna, wystarczy że straci "pierwsze gorąco"; dodajemy aromat. Serek wiejski wykładamy na sitko - śmietanka w serku nie jest nam potrzebna, tylko same kulki serka, a następnie dodajemy do masy kokosowo - czekoladowej (jest tak słodka, że cukier staje się absolutnie zbędny) i mieszamy dokładnie łyżką. Ciasto dzielimy na 12 kwadratów, które wkładamy do foremek na muffinki - rogi kwadratów muszą wystawać poza foremki. Na cieście układamy porcje nadzienia i sklejamy rogi na czubku ciastka. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 30 minut. 
Boskie...  



poniedziałek, 25 lutego 2013

Gryczane pancakes z karmelizowanym jabłkiem


Dzień już mocno senny, a ja mam dziś jeszcze tyle do zrobienia... ale najważniejsze, by mój maluch miał pełny brzuszek - w końcu cieszy to serce rodzica gdy dziecko ma apetyt :-) a córcia dziś zażyczyła sobie na kolację "piaćki"... no to rozejrzałam się po szafkach, chwilę pomyślałam i są - delikatne, rozpływające się w ustach :-) a jak maluch będzie najedzony, to zaśnie, a mnie zostanie czas na zrobienie tego co jeszcze w planie...

SKŁADNIKI

1 szklanka mąki gryczanej (więcej o mące szukajcie w przepisie na naleśniki gryczane)

1 szklanka mleka

75 g masła

1/2 szklanki cukru brązowego

2 jajka

1 łyżeczka sody

1 cukier waniliowy

3 łyżki cukru białego

2 jabłka


50 g masła rozpuszczamy i studzimy. Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy z nich pianę. Mąkę, mleko, rozpuszczone masło, żółtka, cukier brązowy i waniliowy oraz sodę miksujemy do chwili aż pojawią się pęcherzyki powietrza. Dodajemy pianę i delikatnie mieszamy. Smażymy na rozgrzanym tłuszczu (najlepiej do tego nadaje się masło klarowane) małe placuszki.

W rondelku rozpuszczamy 25 g masła, dodajemy biały cukier i mieszamy aż do zbrązowienia - musicie uważać, bo gdy cukier zacznie brązowieć bardzo szybko staje się wręcz czekoladowego koloru, a przez to gorzki. Gdy uzyskacie rudy kolor zdejmujemy z ognia i wrzucamy jabłka - wcześniej usuwamy z nich gniazda nasienne i kroimy w cienkie cząstki. Mieszamy je z karmelem, ale już nie stawiamy na gazie - i tak zmiękną :-)



Placki podajemy ciepłe z kawałkami jabłek.

P.S.
Z tej ilości ciasta wychodzi ok. 40 placków.




Jajka faszerowane w skorupkach


Pamiętam kiedy pierwszy raz jadłam jajka przygotowane właśnie w ten sposób - to było jeszcze na studiach, a robiła je tak moja koleżanka. Poezja wprost! Danie proste, a jednocześnie zaskakujące w swej prostocie. Od tamtej pory robię te jajka naprawdę często i ile bym ich nie zrobiła, to zawsze rozejdą się do ostatniej skorupki :-) Najlepiej smakują gorące, ale zimne też są całkiem, całkiem...

SKŁADNIKI

10 jajek

2 łyżki masła

1 pęczek koperku

sól, pieprz do smaku


Jajka gotujemy na twardo, a po przestudzeniu przecinamy na pół razem ze skorupkami. Ja robię to nożem z ząbkami - uderzam mocno żeby nóż się wbił, a potem powoli "przepiłowuję" jajka na połówki. 


Następnie wyjmujemy delikatnie całość ze środka i kroimy w kostkę lub rozgniatamy widelcem, dodajemy masło, posiekany koperek i przyprawy - mieszamy, aż składniki połączą się. Pamiętajcie jednak żeby robić to delikatnie - masa musi mieć wyraźne kawałeczki, nie powinna być miałką pastą. Masą napełniamy skorupki dokładnie uciskając farsz. Na patelni rozgrzewamy masło i na gorące układamy połówki płaską stroną do dołu. Smażymy na małym ogniu 5 minut, a następnie przekręcamy na drugą stronę (tę owalną) i smażymy jeszcze 2 minuty.


Idealna kolacja albo śniadanie - jeśli przygotujecie wszystko wieczorem, a rano tylko usmażycie :-)

niedziela, 24 lutego 2013

Nuggetsy paprykowo - sezamowe


Moja córcia właśnie sama robi sobie kanapkę - muszę przyznać, że jak na dwulatkę to całkiem dobrze jej to idzie :-) Właściwie to od zawsze towarzyszy mi w kuchni, pierwsze zdjęcie w tym miejscu ma zrobione jak miała jakieś 4 miesiące - w nosidełku postawionym na stole machała plastikową łyżką... gdy miała pół roku bawiła się w krzesełku do karmienia sitkami i drewnianymi łyżkami, a teraz miesza, przelewa i ostatnio miała ochotę trzeć na tarce... Czasem ktoś się dziwi, że jestem w stanie tak wiele zrobić przy małym dziecku, a to przecież najlepszy sposób żeby ją czymś zająć :-) ja robię swoje, a ona swoje i cały czas mam ją na oku :-)
Kurczak przygotowany w taki sposób to też inspiracja moim maluchem - chętnie zjada kawałki trzymane w rączce (chociaż widelcem posługuje się już z rok czasu), a poza tym jej radość z mieszania panierki to widok bezcenny... :-)

SKŁADNIKI

1 podwójny filet z kurczaka (ok. 600 g)

1/2 szklanki mleka

1 jajko

4 - 5 łyżek bułki tartej

3 łyżki sezamu

1 łyżeczka soli

2 łyżki słodkiej papryki w proszku

olej do smażenia


Mięso myjemy, wycinamy żyłki i chrząstkę i kroimy w cienkie, długie paski. Jajko roztrzepujemy z mlekiem i zalewamy mieszaniną mięso. Bułkę, sezam, sól i paprykę mieszamy przygotowując panierkę. Na patelni rozgrzewamy mocno olej; wyławiamy z jajka kawałki mięsa, panierujemy i układamy na patelni - smażymy z obu stron. Nuggetsy nie będą złote za sprawą papryki, będą miały odcień karmelowy. Gotowe nuggetsy możemy wstawić na parę minut do nagrzanego piekarnika - nie wystygną tak szybko i będą jeszcze bardziej chrupiące :-)

Jeśli nie lubicie papryki albo sezamu możecie użyć innej mieszanki, np.:
  • bułka tarta, ser (najlepiej grana padano), sól, czosnek w proszku;
  • płatki kukurydziane, curry;
  • bułka tarta, suszone zioła, sól;
  • i wiele, wiele innych...



Nuggetsy pasują do frytek, surówek, dipów; mogą stanowić składnik dania obiadowego lub samodzielne danie :-)

sobota, 23 lutego 2013

Makaron z łososiem


Dzisiejszy dzień obfitował w nagłe i spontaniczne decyzje, a co za tym idzie niekoniecznie trafne, a często wręcz sprzyjające nerwom i stresowi... cóż, widocznie tak czasem też być musi... a skoro tak, to dzisiejszy przepis też szybki - łosoś w najbardziej znanym wydaniu (tak mi się zdaje). Myślę, że ci z Was, którzy są bardziej niż ja zorientowani kulinarnie znają fachową nazwę tego dania, ja nigdy się nad nią nie zastanawiałam, bo najważniejsze, ze jest ono błyskawiczne w przygotowaniu i pyszne w smaku. :-) 

SKŁADNIKI

200 g łososia

300 g śmietanki 30%

2 - 3 łyżki posiekanej natki pietruszki

pieprz do smaku

makaron (ja biorę trochę więcej niż pół paczki)


Śmietanę wlewamy na patelnię i zagotowujemy, a następnie zmniejszamy gaz i gotujemy przez chwilę aż lekko zgęstnieje, wyłączamy. Łososia dzielimy na mniejsze kawałki i wrzucamy do śmietany, dodajemy natkę i pieprz, mieszamy, przykrywamy i odstawiamy na chwilę. Makaron gotujemy w lekko posolonej wodzie, odcedzamy i dodajemy do sosu, mieszamy całość i lekko podgrzewamy. Gotowe :-)


piątek, 22 lutego 2013

Ciasteczka owsiane


Człowiek uczy się przez całe życie... uczy się siebie, uczy się świata, uczy się życia... W rozmowach z nastolatkami, których życie zawiodło muszę dowieść, że warto podjąć i realizować tę naukę. I czasem ktoś z nich w to uwierzy, a czasem ja muszę uwierzyć, że ich życie jest jak balansowanie nad przepaścią... czekają na wyciągniętą doń rękę, tylko czasem mają zbyt daleko by sięgnąć... więc uczę się i tym razem - jak zdjąć znad przepaści kogoś, kto nie widzi pomocy, kto boi się wysokości...
A ciastka dlatego, że bardzo je lubię ;-)

SKŁADNIKI

250 g płatków owsianych

1 jajko

100 g margaryny

2 łyżki cukru

dodatkowo: czekolada, skórka pomarańczowa, orzechy itp., to zależy wyłącznie od Waszych upodobań, ja użyłam 100 g czekoladowych kropelek, takich do dekoracji tortu.


Płatki wsypujemy na gorącą, suchą patelnię i prażymy je na małym ogniu do czasu aż lekko zbrązowieją - musicie uważać, bo najpierw nie dzieje się nic, ale gdy już zaczną brązowieć dzieje się to bardzo szybko i łatwo mogą się spalić. Następnie przesypujemy płatki do miski i studzimy - nie zostawiajcie ich na patelni, gorące dno spowoduje, że nadal będą ciemniały i w końcu staną się gorzkie :-( Margarynę roztapiamy i studzimy. Białko oddzielamy od żółtka i ubijamy sztywną pianę. Wszystkie składniki mieszamy razem (pianę dodajemy na samym końcu), mieszamy łyżką, mikser pokruszyłby płatki. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Łyżeczką kładziemy małe porcje na blasze wyłożonej papierem lub folią aluminiową i pieczemy przez 20 minut. Szybkie, łatwe i fantastycznie kruche!!! 


Naleśniki gryczane z mozzarellą i cukinią




Naleśniki gryczane, mmmm... kiedy byłam na studiach często chodziłam do naleśnikarni gdzie były fantastyczne naleśniki gryczane z serem, fantastycznie rozpuszczonym i aromatycznym serem. Potem kilkakrotnie próbowałam zrobić takie, ale nigdy mi nie wychodziły tak jak powinny :-( Kiedyś w sklepie ekologicznym sprzedawca powiedział mi jak zrobić mąkę, o jaką mi chodzi: aromatyczną, spoistą, z delikatnymi grudkami. W tym celu musiacie wziąć kasze gryczaną niepaloną i zmielić ją (ja robię to blenderem dzięki czemu mogę kontrolować grubość grudek w mące). Mąka z jasnej kaszy jest mniej aromatyczna niż kasza palona, ale jest bardziej spoista i tworzy elastyczne ciasto. Jeśli zmielicie kaszę paloną ciasto raczej się nie połączy. Jeśli zależy Wam na mące aromatycznej i spoistej wystarczy, że do kaszy niepalonej dodacie łyżkę palonej i zmielicie jej razem. Efekt niesamowity! Żadna kupowana w sklepie mąka nie dorówna tej, zrobionej w opisany sposób :-) i możecie już działać: naleśniki, kluski, chleb...

SKŁADNIKI

150 ml mleka

1 jajko

4 łyżki oliwy z oliwek

4 czubate łyżki mąki gryczanej

szczypta soli

1 mała cukinia

1 kulka mozzarelli


Mleko, jajko, 2 łyżki oliwy, mąkę i sól miksujemy i smażymy naleśniki na dobrze nagrzanej patelni, bez tłuszczu. Nie odstawiajcie ciasta po przygotowaniu, bo stanie się zbyt gęste i naleśniki wyjdą bardzo grube :-( Cukinię i mozzarellę kroimy w plastry grubości ok. 1/2 cm. Na patelni rozgrzewamy pozostałą oliwę i obsmażamy na niej cukinię - po obu stronach na lekko złoty kolor. Teraz kładziemy na każdym naleśniku po 2 plastry cukinii i plaster mozzarelli; składamy naleśniki (tak jak na zdjęciach). 





Następnie obsmażamy na złoty kolor (ja używam do tego masła klarowanego i patelni z grubym dnem - mozzarella musi się choć trochę rozpuścić, a to chwilę trwa). 


P.S.
Z tej ilości wychodzi 7 naleśników smażonych na dużej patelni.  
A wersja opisana we wstępie jest jeszcze prostsza: usmażone naleśniki nadziewamy aromatycznym serem żółtym, np.: cheddarem i obsmażamy.


czwartek, 21 lutego 2013

Torcik makowy


Późno już dzisiaj, ale to wszystko przez urodziny mojej siostry... Kolejny już rok obchodzimy je tak samo - ona piecze tort i zasiada przed monitorem w Glasgow, a ja piekę tort i zasiadam przed monitorem tutaj... a dzisiaj do przyjęcia przyłączył się jeszcze nasz tata i nasza najlepsza na świecie ciotka. Dzięki Bogu za Skype'a!!! Siedzieliśmy i siedzieliśmy i końca rozmów nie było widać mimo, że i tak rozmawiamy średnio cztery razy w tygodniu... ale to i tak wszystko dziwne - mieć siostrę, a jakby nie mieć... postać na ekranie... ale jest w tym wszystkim coś śmiesznego: gdy ona kończyła 30-tkę, to nagle ja poczułam, że moja już dawno minęła i większe wrażenie robi na mnie jej "po trzydziestce" niż to moje... ;-)
A ten torcik jest chyba najprostszym tortem makowym na jaki posiadam przepis (a kilka ich babcia zanotowała) i prawdę mówiąc wymyśliłam go trochę z lenistwa, a trochę z oszczędności nie ubłagalnie uciekającego czasu...

SKŁADNIKI

Na ciasto:

1 puszka gotowej masy makowej

2 jajka

3 łyżki kaszy manny

1,5 łyżeczki sody

aromat migdałowy


Na krem:

180 g serka twarogowego z miodem

250 g mascarpone

70 ml mleka

1 fix żelatyny

aromat migdałowy


Na poncz:

100 ml przegotowanej wody

50 ml likieru amaretto


Suchy mak do dekoracji.


Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę. Masę makową łączymy z pozostałymi składnikami  na koniec dodajemy pianę i delikatnie mieszamy. Wykładamy do tortownicy (ja piekę w takiej o średnicy 23 cm) i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni prze 60 - 70 minut (musicie sprawdzić patyczkiem - powinien być suchy).

Fix przygotowujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu. Wszystkie składniki kremu miksujemy razem, dodajemy fix - musicie go wlewać naprawdę powoli, inaczej krem się podzieli - a następnie wstawiamy do lodówki, aż masa zgęstnieje i łatwo będzie ją smarować.

Składniki ponczu mieszamy razem.

Upieczone i wystudzone ciast kroimy na dwa krążki i nasączamy. Na pierwszy z nich kładziemy połowę masy, przykrywamy drugim, a resztą masy smarujemy wierzch i boki tortu. Posypujemy suchym makiem.


P.S.
Jeśli nie macie serka z miodem możecie użyć naturalnego i dodać do niego 1 łyżkę miodu. Zamiast fixu żelatyny możecie użyć zwykłej - 2 łyżeczki rozpuszczone w 100 ml wody.



środa, 20 lutego 2013

Sałatka z tuńczykiem II


Co za dzień! wszystkie sprzęty sprzysięgły się dziś przeciwko mnie, z komputerem na czele... ani pisać, ani przeglądać, a na fb połowa zdjęć mi się nie wyświetla... albo znowu jakiś błąd przeglądarki (bądź co bądź dopiero co instalowanej) albo - nie daj Boże - laptop mi się psuje... :-( jednym słowem jakaś technicznie czarna środa... na pocieszenie sałatka - pyszna :-) polecam :-)

SKŁADNIKI

2 puszki tuńczyka

1 puszka soczewicy konserwowej

1 papryka czerwona

4 jajka

kawałek pora (ok. 15 cm)

majonez (ilość według uznania)

sól, pieprz


Jajka gotujemy na twardo i kroimy w ćwierć plasterki. Paprykę i pora kroimy w cienkie plasterki. Soczewicę i tuńczyka odsączamy. Wszystkie składniki mieszamy razem, doprawiamy solą, pieprzem i majonezem. Pycha...


wtorek, 19 lutego 2013

Rogale z miodem


Wtorkowy wieczór... czyli jutro środa, a to znaczy, ze do weekendu już z górki ;-) potem dwa dni wolnego i znów to samo od początku... niewiarygodne jak szybko mijają kolejne dni... czy macie czasem wrażenie, że wasze życie kręci się jak jakiś kołowrotek? Albo że biegacie jak chomik w takiej śmiesznej bańce? A co jeszcze bardziej dziwne to każdy ten dzień niby inny, a tak naprawdę wpisany w wieloletni schemat... praca - dom, praca - dom, tik - tak, tik - tak... i po to są pasje i inni ludzie - by być odskocznią od tego co przewidywalne... dawać nadzieję na  zmiany w tym co typowe i codzienne... dawać radość...
Uwielbiam te moje eksperymenty - czytam jakiś przepis, a potem wymyślam co w nim zmienić, żeby uzyskać coś nowego. Te rogaliki są modyfikacją innego przepisu na tym blogu i myślę, że udaną :-)

SKŁADNIKI

2 szklanki mąki pszennej

2 szklanki drobnych płatków owsianych

30 g drożdży

180 ml wody

180 ml mleka

2 łyżeczki miodu

1 łyżeczka soli


Drożdże rozpuszczamy w letniej wodzie, miód w letnim mleku. Mąkę mieszamy z płatkami i solą, a następnie łączymy z wodą i mlekiem - wyrabiamy ciasto (jest trochę lepkie, ale nie przejmujcie się tym) i odstawiamy na ok. godzinę, by podwoiło swoją objętość. Po tym czasie wykładamy ciasto na stolnice obficie posypaną mąką i wyrabiamy ok. 5 minut. Robiny z ciasta kulę, wałkujemy na grubość ok. 8 mm i dzielimy na sześć części (tak jak pizzę), a następnie każdą część zwijamy zaczynając od szerszego końca i wykrzywiamy w rogalik. 


Gotowe rogale układamy na blasze i odstawiamy na 30 minut, po tym czasie smarujemy rogale mlekiem lub białkiem i wstawiamy na 25 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.

P.S.
Przed upieczeniem możecie też posypać rogaliki płatkami owsianymi lub sezamem.


Zapiekanka ziemniaczana


Ziemniaki są bez wątpienia tym, co jestem w stanie zjeść w każdej postaci :-) gotowane, smażone, pieczone, a najlepsze co może być to ziemniak z lekko osolonej wody albo placki ziemniaczane, takie bez niczego... mmm.... aż się sama dziwię, że tak mało propozycji ziemniaczanych tu przedstawiam... a to znalazłam w notatniku babci - w oryginale było jeszcze kruche ciasto na dnie, ale ja pomijam, bo uważam, że głównie zapycha i przytłacza smak ziemniaków...

SKŁADNIKI

6 dużych ziemniaków (3 gotowane i 3 surowe)

3 łyżki gęstej śmietany

3 łyżki mąki pszennej

sól, pieprz

300 - 400 g gotowanego mięsa

1 cebula

1/2 papryki

majeranek

1 łyżka oleju


Gotowane ziemniaki ubijamy tłuczkiem (łatwiej się ubiją gdy będą jeszcze gorące, a następnie wystudźcie je), surowe trzemy na drobnych oczkach, po czym łączymy ze śmietaną, mąką, solą i pieprzem i wyrabiamy na jednolitą masę.
Mięso i paprykę kroimy w kostkę, cebulę w cienkie plasterki.
Naczynie żaroodporne smarujemy olejem i przekładamy do niego masę ziemniaczaną, na nią kładziemy mięso, cebulę i paprykę, posypujemy majerankiem.
Zapiekankę pieczemy pod przykryciem przez godzinę w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.


P.S.
Przed podaniem możecie zapiekankę ozdobić papryką lub pomidorami.
Jeśli nie macie akurat gotowanego mięsa możecie je zastąpić dowolną wędliną, taką jaką lubicie.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Muffinki - kokosanki


Dzisiejsza rozmowa z pewną nastolatką uświadomiła mi, jak bardzo gdzieś tam w głębi mnie skrywa się szczątkowo ocalała dusza młodego człowieka... romantyczna i niepoprawna - jak za dawnych czasów... i myślę sobie, że to dobrze... że dzięki temu jestem w stanie regenerować się po każdym kolejnym - często niełatwym - dniu, nie rzadko obfitującym w ludzkie problemy... a jak tak rozmawiałyśmy, to zaczęłam się zastanawiać, która z nas tak naprawdę daje sobie większe przyzwolenie na tę niepoprawność i otwartość, która z nas ma w sobie więcej dziecka spontanicznego i dlaczego młodym ludziom tak trudno dziś być autentycznymi...  

SKŁADNIKI

200 ml mleczka kokosowego

200 ml śmietanki 36%

2 jajka

2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej

1/2 szklanki cukru trzcinowego

1/2 szklanki cukru brązowego

1 szklanka wiórków kokosowych

1 cukier waniliowy 

1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody


Miksujemy mokre składniki. Suche mieszamy razem, a następnie dolewamy do nich mokre i mieszamy łyżką - pamiętajcie, że ciasto nie musi być jednolitą substancją, ważne jest żeby składniki się jedynie połączyły. Nakładamy w foremki i pieczemy 25 minut w temperaturze 180 stopni.


P.S.
Cukier trzcinowy pozyskiwany jest z trzciny cukrowej, jest mniej słodki. Cukier brązowy jest przeważnie zwykłym cukrem kryształem, tyle że karmelizowanym i aromatyzowanym.


Pizza na podpłomyku


Inspiracją do upieczenia tej pizzy była opowieść mojej koleżanki z pracy, która z zachwytem opowiadała, że jadła pizzę na podpłomyku i bardzo jej smakowała. Przepis na podpłomyk oczywiście znalazł się w babcinych notatkach, ale wzbogaciłam go o olej - nie wiem czy to właściwa postawa względem tego wypieku, ale w ten sposób ciasto jest elastyczniejsze i łatwiej je rozwałkować. A efekt? Oceńcie sami...

SKŁADNIKI

200 g mąki pszennej

125 ml wody

2 łyżki oleju 

szczypta soli

dodatkowo:

8 plastrów kiełbasy żywieckiej lub szynkowej

1/2 kulki mozzarelli

4 plastry sera żółtego 

1/2 papryki (lub 2 x 1/4 papryki w dwóch kolorach)

1 pomidor

kilka gałązek bazylii

2 łyżki pasty pomidorowej

1 ząbek czosnku


Mąkę, wodę, olej i sól zagniatamy na gładkie ciasto - woda powinna być letnia, wtedy ciasto będzie bardziej elastyczne; ciasto jest gotowe gdy z łatwością odchodzi od ręki.
Rozwałkowujemy je na blasze - ta porcja ciasta starcza na pizzę wielkości ok. 30 cm. Podpiekamy przez 10 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
Bazylię siekamy (kilka listków odkładamy do dekoracji), czosnek przeciskamy przez praskę i mieszamy z pasta pomidorową, przygotowaną mieszanką smarujemy ciasto. Następnie układamy ser żółty, kiełbasę, paprykę, pomidora i mozzarellę. Pieczemy w tej samej temperaturze przez 10 - 15 minut. Gotową dekorujemy bazylią.


P.S.
Jeśli lubicie możecie posypać pizzę ziołami lub po prostu stworzyć własną kompozycję smakową :-)

niedziela, 17 lutego 2013

Bajaderki


Czy byliście kiedyś w takiej sytuacji, że zależy Wam, by dobrze wypaść przed nadciągającymi gośćmi, a dopiero co upieczone ciasto nie wyrosło lub ma w sobie piękny wręcz pokazowy zakalec? Przyznam się Wam, że kilka razy mi się to zdarzyło, a ostatnio wczoraj :-( Oczywiście najprostszym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest upiec kolejne ciasto - o ile zdąży wystygnąć, ale co z tym, które się nie udało? Bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia, zwłaszcza tego w przygotowanie którego wkładam tyle energii... dlatego jakiś czas temu wpadłam na pomysł, by takiego "nieudańca" przerabiać na bajaderkę :-)


Moja babcia zawsze twierdziła, że bajaderka to zbiorowisko tego co zamiotą w ciastkarni, a ja tam zawsze lubiłam te ciastka i nic mnie nie obchodziło co i kto tam wmiótł ;-) co by babcia nie mówiła, to w swoich zbiorach miała przepis na bajaderkę i brzmi on tak:

"Jeden placek kruchy według swojego przepisu upiec, 
a jak wystygnie skruszyć i wymieszać ze szklanką mleka. 
Robić kulki." 

I wszystko jasne :-) ... Ja swoje bajaderki wzbogaciłam o bakalie, wiórka, kakao i co się da... Mój przepis brzmi:

SKŁADNIKI

1 nieudany placek ;-)

1/2 lub 1 szklanka ciepłego mleka (w zależności od wielkości placka)

bakalie (ilość według uznania)

2 -3 łyżki kakao (jeśli chcecie mieć bajaderki czekoladowe)


Ciasto dzielimy na mniejsze kawałki i miksujemy z mlekiem (i ewentualnie z kakaem). Masa powinna dać się łatwo formować. Dodajemy bakalie i mieszamy łyżką. Robimy kulki wielkości piłeczek do ping - ponga, obtaczamy je w wiórkach, płatkach czekolady, kakao, orzechach itp.


P.S.
Oczywiście ten sposób ratowania "nieudańca" sprawdza się w przypadku ciast kruchych i babek, ale to zawsze coś ;-) 



Kurczak w cieście majonezowym


Niedzielne popołudnie... hmmm... cisza, spokój, radosny śmiech dziecka... i huk! przeraźliwy huk gdzieś zza ściany! Jak nic tylko nowi sąsiedzi, którzy wczoraj wnosili rzeczy do mieszkania pod nami... wszystko wszystkim, ale w niedzielne popołudnie? czy ludzie naprawdę nie mają kiedy się remontować? Ci którzy mieszkali tam poprzednio remontów nie robili, za to imprezowali co weekend z takim zaangażowaniem, że nie tylko u nas było słychać, ale w całej klatce... wyprowadzili się, ale zanosi się na nową atrakcję... dzięki Bogu ilość rur w mieszkaniu jest ograniczona więc może długo to nie potrwa... chociaż mieszkanie w bloku uwrażliwia na różne odgłosy - np. pani z góry każdej niedzieli, dokładnie o 7:30 tłucze schabowe albo flety :-) oj, ma siłę kobieta ;-) dlatego alternatywnie do tradycji proponuję Wam dziś przepis, który robił furorę w mojej pierwszej pracy (tam też go poznałam): kurczaka w cieście - niby to samo, a inaczej :-) 

SKŁADNIKI

1 podwójny filet z kurczaka

2 jajka

3 łyżki majonezu

2 czubate łyżki mąki

2 łyżki przyprawy do kurczaka

100 g startego sera żółtego


Fileta myjemy, usuwamy wszelkie żyłki i chrząstkę łączącą, a następnie kroimy w kostkę, mieszamy z przyprawą i odstawiamy na 30 minut. Teraz dodajemy pozostałe składniki, mieszamy i smażymy na rozgrzanym tłuszczu niewielkie placki - na złoty kolor, po obu stronach.


Tak przyrządzony kurczak może stanowić samodzielne danie wzbogacone surówką lub można go podać jako element drugiego dania. 

P.S.
Jeśli nie macie przyprawy do kurczaka lub po prostu jej nie lubicie możecie użyć ziół lub stworzyć własną mieszankę np.: sól, pieprz, papryka lub sól, pieprz, czosnek itp. Wszystko zależy od waszej pomysłowości :-)