poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Sałatka z winogronami



Skoro były już obiady, desery, ciasta, dania tematycznie dopasowane do okazji to pomyślałam sobie, że czas najwyższy na coś śniadaniowego :-) I tak kierując się zasadą "co z mojej lodówki nadaje się na szybki posiłek godny uwagi" przygotowałam sobie fantastyczną sałatkę, która koniecznie muszę się z Wami podzielić :-) Ja jadłam sama, ale specjalnie dla Was podaję składniki odpowiednie do przygotowania 2 - 3 porcji. Nie mogłam się oderwać od talerza...
A co poza sałatką? Gorączka majowego weekendu - ale mnie jakoś nie dotknęła... w ogóle to z przerażeniem stwierdziłam ostatnio, że kończy się kwiecień - ledwo się rok zaczął, a tu już cztery miesiące za nami, a co gorsze każdy kolejny mija jeszcze szybciej niż poprzedni... Każdy kolejny niesie nowe niespodzianki, nowe wyzwania, nowe problemy i radości... Tylko dlaczego to wszystko dzieje się tak szybko? Czy nie mogłoby czasem zatrzymać się, tak na chwilę? Zwłaszcza to co dobre i piękne... Z drugiej strony dzięki temu, że pędzi nie jest nudno :-) Coś się dzieje, coś napędza do przodu, do działania, rozbudza ciekawość kolejnych dni i chęć pokonywania przeciwności... dźwigania się z porażek i osiągania celów... i nawet nie zauważyłam kiedy poczułam w sobie te siłę, która napędza...
hmmm... znów refleksyjnie...
to teraz sałatka :-)


SKŁADNIKI

8 dużych liści sałaty

6 pomidorków cherry

12 dużych ciemnych winogron

220 g serka typu włoskiego

2 łyżki oleju z prażonych orzechów (w ostateczności oleju sezamowego lub oliwy z oliwek)

1 łyżeczka octu balsamicznego

1/2 łyżeczki cukru brązowego

2 łyżki pestek dyni

2 łyżeczki siemienia lnianego


Sałatę płuczemy, osuszamy i rwiemy na mniejsze kawałki. Pomidorki i winogrona myjemy, osuszamy i kroimy na połówki. Ser kroimy w słupki. Olej, ocet i cukier dokładnie mieszamy. Siemię i dynię prażymy na suchej patelni (rozgrzewamy patelnię i wsypujemy pestki, stale mieszamy żeby się nie przypaliły) - siemię musi tylko trochę ściemnieć, a dynia musi być złota, jeśli całkiem zbrązowieje będzie niesmaczna. Na talerzach układamy sałatę, kawałki pomidorów, winogron i sera, polewamy sosem, a wierzch posypujemy siemieniem i dynią :-) Fantastyczne połączenie smaków - kwaskowe pomidorki i słodkie winogrona, winny sos i chrupiąca dynia, a do tego delikatny ser... po prostu poezja... rozpływa się w ustach... mmmm....




Do tego grzanki i sok lub kawa...
Kto ma ochotę?


niedziela, 28 kwietnia 2013

Paluszki z ciasta francuskiego



Te paluszki to moje kolejne koło ratunkowe w sytuacji niespodziewanych gości, którzy wpadli na tzw. chwilę, albo po prostu wtedy pod ręką brakuje czegoś do pochrupania :-) Fantastycznie sprawdzają się też jako przegryzka do piwa :-) a skoro za pasem majówka i w powietrzu już czuć zapach grilla to z pewnością znajdą swoje miejsce też paluszki, które z powodzeniem mogą zastąpić chipsy czy tradycyjne słone paluszki.  Pycha! Spróbujcie...


SKŁADNIKI

1 opakowanie ciasta francuskiego

dowolne przyprawy (sól, pieprz, czerwona papryka, kumin, czosnek, ser, cynamon, cukier waniliowy itp. - wszystko zależy wyłącznie od Waszej fantazji)


Ciasto rozwijamy i kroimy na cienkie paski - mnie przeważnie wychodzi 36 - 40. 




Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i posypujemy dowolną przyprawą, a następnie wkładamy na 8 minut do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. 
Możecie układać po prostu paski ciasta - takie zwykłe, proste, albo poskręcać je w dowolny sposób.




Idealnie do posypki sprawdza się przyprawa kebab - gyros :-) możecie tez posmarować ciasto pastą pomidorową i dopiero posypać przyprawą - pełna dowolność :-)
Smacznego :-)



sobota, 27 kwietnia 2013

Sałatka z kurczakiem i papryką



Wczorajszy dzień zakończyłam tak nagłym zaśnięciem, że zaskoczyłam tym nawet sama siebie ;-) włączyłam komputer, a potem poszłam przytulić córcię, bo zaczęła płakać przez sen i nagle - do tej pory nie wiem jak - zrobiła się 1 w nocy... no coś takiego to już dawno mi się nie przytrafiło :-) :-) więc grzecznie wyłączyłam komputer i zasnęłam ponownie :-) i teoretycznie to powinnam być dziś porządnie wyspana, a jednak nie byłam... Za to osobą, której nigdy energii nie brakuje jest moje dziecko :-) Zanim przywołałam się rano do stanu używalności -włosy, makijaż i w ogóle, to córeńka stała już przy drzwiach z zamiarem wyjścia na plac zabaw. Musiała jednak pogodzić się z tym, że najpierw zakupy, a zabawa potem. I tu właśnie następuje punkt, w którym nie można mieć wątpliwości - ona ma miłość do zakupów zdecydowanie po mnie! I chociaż z biegiem lat nauczyłam się nieco bardziej racjonalnego podejścia do tego tematu, to jednak stwierdzam, że ze słabościami się nie wygra... A jak zobaczyłam moje małe dziecko w akcji w sklepie z butami, to jakbym patrzyła na samą siebie... Moja córcia! Nie da się ukryć ;-) A skoro buty, to jeszcze nowa lalka, gazetka, nawadniacz do doniczki w kształcie biedronki, ciastka, kolejna gazetka... dla mnie miejsca w portfelu zaczyna zwyczajnie brakować... że już nie wspomnę o tej całej litanii rzeczy potrzebnych jaką młoda dama każdego dnia recytuje z pytaniem "kupisz mi?"... hmmm... a co ja mówię? "Kupię, jak spotkam to kupię", a potem mam nadzieję, że szybko tonie nastąpi ;-)
A sałatka tak po prostu... bo długi weekend ;-)


SKŁADNIKI

400 g fileta z kurczaka

1 czerwona papryka

4 jajka

1 jabłko

kawałek pora (ok. 5 cm)

majonez (ja dałam 3 łyżki)

sól, pieprz


Fileta myjemy, oczyszczamy z żyłek i dzielimy na pół, a następnie gotujemy ok. 30 minut z dowolnie dobranymi przyprawami (ja dodałam kostkę rosołową - idealny wybór), studzimy i kroimy w kostkę. Jajka gotujemy na twardo, studzimy, a następnie kroimy na ćwiartki, a te w plasterki. Paprykę, jabłko i pora kroimy w cienkie paski (jeśli nie przepadacie za intensywnym smakiem pora możecie go sparzyć wrzątkiem i wystudzić, będzie łagodniejszy w smaku). Wszystkie składniki łączymy z majonezem, doprawiamy solą i pieprzem. PYCHA!!!




UWAGA!!! Mięso wkładamy do wrzącej wody - natychmiast się w niej zetnie i będzie soczyste, jeśli włożycie je do zimnej wody i będzie nabierało temperatury razem z nią zwyczajnie w świecie się wygotuje i będzie suche i bez smaku :-( Pamiętajcie: do zimnej wody wkładamy mięso na wywary, gdy potrzebujemy żeby woda miała pożądany smak, jeśli chodzi nam o mięso, a wody nie będziemy używać to zawsze wkładamy do wrzącej!

czwartek, 25 kwietnia 2013

Blok krówkowy



Od kiedy zrobiła się wiosna moje dziecko całe dnie spędza na dworze - piaskownica, huśtawki, zjeżdżalnia... i tak od rana do wieczora :-) W ciągu dnia jest pod opieką babci, ale gdy wracam z pracy dołączam do nich, a mój maluch jest tak pochłonięty zabawą z innymi dziećmi, że prawie w ogóle nie zauważa mojej obecności... a potem podstępem muszę ją wyciągać z tego placu do domu, a ona i tak po drodze (długość jednego bloku) ma jeszcze mnóstwo spraw do załatwienia :-) a to dotknie listka, a to sprawdzi czy nie ma mrówek na trawniku, czy koty nie siedzą pod sąsiednią klatką... wszystko skomentuje, zagada obecnych na dworze sąsiadów... za to gdy wchodzi na klatkę błyskawicznie staje się zmęczona i każe się wnosić na gorę na rękach :-) Jest tak konsekwentna w tym co mówi, że w ciągu pól godziny zjada, kąpię ją i śpi... do rana... a ja mam czas by przygotować jej deser na następny dzień :-) W końcu potrzebuje dużo energii, jak na 2,5-latkę przystało...
A ten blok wymyśliłam sobie dziś po drodze z pracy - szybki, mimo wszystko nie jest nadmiernie słodki, a połączenie krówek z solą to naprawdę dobra decyzja :-) Jednak te długie dojazdy sprzyjają trafnym przemyśleniom :-) i całe szczęście... 


SKŁADNIKI

300 g krówek

1 czekolada mleczna

150 g herbatników szkolnych

80 g masła roślinnego

1/4 łyżeczki soli

3 łyżki wody


Do rondelka wlewamy wodę, wkładamy krówki i gotujemy na małym ogniu od czasu do czasu mieszając aż krówki całkowicie się rozpuszczą. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej - wskazówki tutaj (KLIK) . Herbatniki kruszymy, dodajemy sól i masło i dokładnie wyrabiamy, aż wszystkie składniki połączą się. Blaszkę keksówkę wykładamy folią spożywczą i dno szczelnie wylepiamy herbatnikową masą, następnie wylewamy rozpuszczone krówki, a gdy zaczną tężeć polewamy je czekoladą. Odstawiamy aż blok wystygnie, a następnie wstawiamy do lodówki. 
Jeśli lubicie solone orzeszki możecie je umieścić na krówkach i dopiero wtedy polać czekoladą :-)
Przepyszny deser, a do tego samo przygotowanie zajmuje jedynie 15 minut :-)  




P.S.
Wybierając krówki zwróćcie uwagę by nie były zbyt twarde, bo nie rozpuszczą się jak potrzeba, a po zastygnięciu będą się kruszyły.
Herbatniki starajcie się pokruszyć jak najdrobniej, inaczej będą odpadały po pokrojeniu bloku :-(


środa, 24 kwietnia 2013

Waniliowe placki z jabłkami



Cały dzień rozmyślam nad jednym tematem, a jak chciałam o tym napisać to wszystkie myśli mi gdzieś uciekły :-( Święta prawda, że jak trzeba mówić to nie ma o czym, a jak jest o czym to nikt nie chce słuchać... Może to i lepiej, że nie wysłowię się na zaplanowany temat, bo znowu by się okazało, że komuś się narażę... Tak, tak, ostatnio co bym nie robiła czy nie mówiła, to zawsze się znajdzie ktoś skłonny do mniej lub bardziej uzasadnionego focha. I po przemyśleniu - i konsultacji z moją drugą połową - jednak stwierdzam, że tendencja jest w kierunku mniej uzasadnionego... Ludzie stają się jacyś oporni na prawdę, stroniący od kompromisu, skłonni do ułudy, wygodnych dla siebie imaginacji... Każde usłyszane zdanie interpretują przez pryzmat własnych kompleksów i stworzonych na własne potrzeby koncepcji życzeniowych wymagając od innych, by starali się w nich odnaleźć... A czasem nie muszę nic mówić - wystarczy to co robię, by było źle... Kiedyś takimi fochami przejmowałam się, starałam tłumaczyć co miałam na myśli i że nie było to nic złego... i ostatecznie stawało na moim, ale dziś dorosłam już do tego, by podchodzić z dystansem do tego wszystkiego... dziś nie tłumaczę "co poeta miał na myśli", ale jest mi zwyczajnie i po ludzku przykro, że ludzie potrafią tak skrupulatnie szukać sobie pretekstów do konfliktów... że ich cała otwartość na innych ogranicza się jedynie do wpuszczenia ich do grona znajomych na portalu społecznościowym - wypada żeby tam byli i tylko tyle... przyjętym do grona nie wypada nic...
Kieruję więc moją energię na to lubię, co mi wypada, co w nikogo nie godzi... Zapraszam Was na pyszne placki i wieczorną dawkę przemyśleń...


SKŁADNIKI

1 słodki serek waniliowy (ja użyłam danio 160 g)

2 jajka

5 łyżek mąki pszennej

1 duży cukier waniliowy

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 duże jabłko (najlepiej lekko kwaskowe)


dodatkowo: masło do smażenia


Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy z cukrem waniliowym na sztywna pianę. Serek, żółtka, mąkę i proszek do pieczenia mieszamy na jednolite ciasto, a następnie dodajemy pianę. Jabłko obieramy, usuwamy gniazda nasienne, kroimy na ćwiartki, a następnie każdą na plasterki grubości ok. 5 mm - dodajemy do ciasta i mieszamy. Masło rozgrzewamy na patelni i wkładamy łyżką niewielkie porcje. Smażymy z obu stron na złoty kolor.
Dzięki pianie placki są bardziej puszyste i delikatne niż placki robione w tradycyjny sposób, tzn. gdy jajka są miksowane w całości.




P.S.
Mnie wychodzi z tej proporcji 8 - 9 placków.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Sos w stylu włoskim



Tak naprawdę to nie mam pojęcia czy Włosi podaliby coś takiego, ale mnie takie zestawienie składników zdecydowanie kojarzy się z kuchnią włoską, dlatego nazwałam sobie go w stylu włoskim ;-) W ogóle uważam, ze sosy tego typu są jednymi z szybszych do przygotowania, a jednocześnie są pewniakami będącymi w stanie zaspokoić każdy apetyt. Ten aromatyczny, wyraziście przyprawiony, a jednocześnie delikatny i lekki... wymarzony na gorące dni :-) Spróbujcie, polecam :-)


SKŁADNIKI

1 cukinia (ok. 300 g)

150 g szynki

1 szklanka przecieru pomidorowego

kawałek pora (ok. 15 cm)

3 ząbki czosnku

4 - 5 łyżek oliwy z oliwek

sól, pieprz, cukier, majeranek

słodka papryka w proszku


dodatkowo: dowolny makaron (ja użyłam ok. 2/3 paczki)


Cukinię i pora kroimy w cienkie półplasterki, szynkę w paseczki, czosnek przeciskamy przez praskę. Na patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy cukinię, a gdy lekko zmięknie dodajemy czosnek, szynkę i pora - smażymy ok. 15 - 20 minut od czasu do czasu mieszając. 




Następnie dolewamy pomidory, dodajemy przyprawy i doprowadzamy do wrzenia. Jednocześnie w osobnym garnku gotujemy makaron. Do gotującego się sosu wlewamy 3 - 4 łyżki wody z makaronu (to sposób Pascala albo Makłowicza, nie pamiętam, którego, ale najważniejsze, że się sprawdza ;-) ) - w naturalny sposób zagęści sos. 




Odcedzony makaron wkładamy na patelnię i mieszamy z sosem. Jeśli lubicie możecie gotowe danie posypać startym serem, np. grana padano lub mozzarellą - w zależności od upodobań. 




P.S.
Nie bójcie się cukru, wydobywa prawdziwy smak pomidorów :-) 
Pamiętajcie by nie zrumienić czosnku, bo będzie gorzki i zepsuje smak potrawy...



poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Sałatka pieczarkowa z makaronem



Wiosna... Dzieciaki w ośrodku opalają się na balkonach i zupełnie nic nie robią sobie z tego, że od jutra egzaminy gimnazjalistów... podobno tak się relaksują przed nimi, a ja szczerze się o nich martwię... Jeszcze bardziej wyluzowani są drugoklasiści - ci w zasadzie mogą już powoli szykować się do przepustek na weekend majowy, ale póki co przyszło dziś do mnie trzech takich młodych i niepokornych i tak od słowa do słowa zaczęli wyrzucać z siebie co im się nie podoba w ich koleżankach, tych z ośrodka i spoza... okazuje się, że mimo iż często sami prowokują pewne sytuacje, to tak naprawdę wcale nie są zainteresowani tymi dziewczynami, które współuczestniczą w owych... a opowieści, a komentarzy co ja się nasłuchałam dziś i w ogóle przy każdej innej okazji to moje! Mąż twierdzi, że psuje mnie ta praca, ja raczej uważam, ze wyczula mnie na pewne sprawy, otwiera mi oczy... chociaż coraz częściej zaczynam się zastanawiać czy te dzieciaki na pewno żyją w tej samej szerokości geograficznej co ja... 
A tę sałatkę będę robiła z trzecioklasistkami w środę po egzaminie - podobno ma je to odstresować - jak same twierdzą... zobaczymy... 
W każdym bądź razie Wam życzę smacznego :-)


SKŁADNIKI

1 szklanka drobnego makaronu (ilość surowego, przed ugotowaniem)

1 puszka kukurydzy

300 - 400 g pieczarek

150 g sera żółtego

majonez (według uznania)

sól, pieprz


Pieczarki myjemy i gotujemy w lekko osolonej wodzie, a następnie studzimy i kroimy w paski. Makaron gotujemy na półtwardo, odcedzamy i przelewamy zimną wodą - wtedy się nie poskleja (oczywiście wodę też musicie lekko posolić). Ser ścieramy na tarce o dużych oczkach, kukurydze osączamy. Wszystkie składniki wkładamy do miski, dodajemy majonez (ja dałam trzy czubate łyżki), sól i pieprz - dokładnie mieszamy i gotowe :-) 
Pyszna!


niedziela, 21 kwietnia 2013

Grillowany schab ze świeżym tymiankiem, z ryżem szafranowym i warzywami na parze



Zakupiłam sobie wczoraj fantastyczny krzaczek tymianku :-) co roku kupuję sobie jakieś zioła z nadzieją, że stworzę sobie na balkonie ogródek ziołowy, a potem oczywiście i tak nic z tego nie wychodzi ;-) ale ale ponieważ w  tym roku kilka zamierzeń udało mi się już zrealizować, to może i to zakończy się sukcesem... Póki co podskubałam kilka gałązek do schabu - wyszedł rewelacyjnie - kruchy, delikatny, aromatyczny... Z braku innych możliwości większość grillowanych mięs robię na grillu elektrycznym, ale z powodzeniem możecie je przenieść na ruszt tradycyjnego grilla - w końcu dni coraz cieplejsze, coraz bardziej sprzyjające grillowym piknikom :-) Zamiast ryżu - bułki, warzywa z grilla...




SKŁADNIKI

6 plastrów schabu

kilka gałązek świeżego tymianku

sól, pieprz,

ocet balsamiczny


Dodatkowo:

1 szklanka ryżu

2 szklanki wody

1 łyżka masła

1/4 łyżeczki szafranu

sól

dowolne warzywa


Plastry schabu rozbijamy na cieńsze, oprószamy solą i pieprzem, spryskujemy octem balsamicznym i odstawiamy na ok. 30 minut. Tymianek płuczemy, wycieramy i układamy na mięsie. 




Grillujemy 5 minut na najwyższej mocy grilla elektrycznego, a następnie zmniejszamy moc o połowę i grillujemy jeszcze 7 minut. Na tradycyjnym grillu trwa to trochę dłużej i pamiętajcie, by przekręcać mięso - raz na jedną stronę, raz na drugą. Możecie też lekko obwiązać plastry żeby tymianek nie spadł.




Wodę zagotowujemy z solą, szafranem i masłem. Wsypujemy ryż i gotujemy ok. 15 minut od czasu do czasu mieszając, aż ryż wchłonie wodę. Następnie wyłączamy, przykrywamy i odstawiamy jeszcze na 5 - 10 minut.




Warzywa na parze dobieramy według uznania - u mnie brokuł (gotowany 10 minut w temperaturze 60 stopni).








piątek, 19 kwietnia 2013

Bułki bez drożdży




Korzystając z wiosennego słońca przez kilka ostatnich dni zaraz po przyjściu z pracy (tj. zaraz po 17-tej) wyskakuję ze szpilek, zakładam płaskie buty (co jednak trochę się ze mną kłóci, ale cóż...) i pędzę na plac zabaw, gdzie moje dziecko bawi się pod bacznym okiem swojej babci :-) Niesamowite ile energii i zapału ma w sobie taki mały człowiek :-) że o pomysłach nie wspomnę ;-) A skoro ciepło, to i dzieci w piaskownicy sporo, a tym samym w koło ich mam. dzieci się bawią, mamy wymieniają różne uwagi i spostrzeżenia i czas mija. Tematy jak wiadomo różne - dziś na przykład przemknął temat chleba. Dziewczyny mówiły, że będą piekły wieczorem. Przemknęło mi przez myśl, że też mogłabym coś upiec, bo zrobiło się chłodno i nie bardzo chciało mi się ciągnąć malucha do sklepu - niby nie daleko, ale ze zmarzniętym, marudzącym dwulatkiem to cała wyprawa. Gdybym tylko wpadła na to, że nie mam już w domu drożdży! Ale nie wpadłam... (w końcu zawsze mam zapas). Wpisałam w wyszukiwarkę hasło "bułki bez drożdży" i zwyczajnie opadłam z sił, gdyż każdy kolejny przepis, który otwierałam zawierał drożdże... To był zdecydowany sygnał do tego, by wymyślić coś po swojemu :-) Za punkt wyjścia przyjęłam przepis na podpłomyk - w końcu bez drożdży, ale jakiś ubogi w składzie jak na bułki... a więc zaczęłam zmieniać i dodawać to co uznałam za godne wylądowania w bułkowym cieście. Oczywiście bez drożdży - bo tych nie miałam ani grama... Co wyszło? Zobaczcie sami, upieczcie i oceńcie... Zrobiłam je błyskawicznie. Są fantastycznie delikatne. Pachną niesamowicie! Na jutrzejsze śniadanie będą idealne :-)




SKŁADNIKI

3 szklanki mąki pszennej

150 ml mleka (bo tyle mi się lunęło i tak już zostało)

40 g masła (bo bułki będą delikatniejsze niż z olejem)

2 jajka

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki soli


Dodatkowo: 1 jajko, trochę mąki do podsypania


Mąkę, sól i proszek wsypujemy do miski i mieszamy razem, a następnie dodajemy zimne masło i rozcieramy wszystko w palcach. Jajka roztrzepujemy z mlekiem, dolewamy do mąki i wyrabiamy gładkie ciasto - powinno mieć konsystencję ciasta pierogowego (musi się łatwo odkształcać). Dzielimy ciasto na 8 kawałków i z każdego robimy długi wałek, ok. 25 - 30 cm (jeśli ciasto za bardzo się klei do stolnicy posypcie ją delikatnie mąką). 





Następnie sklejamy razem jego końce tworząc pierścień, który dwukrotnie skręcamy - tak, jakbyście chcieli zrobić z jednego koła dwie ósemki ;-) 





Układamy na papierze i smarujemy roztrzepanym jajkiem. Pieczemy 20 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.





Kolejny eksperyment zakończony sukcesem :-)
Wam też życzę powodzenia :-)  

czwartek, 18 kwietnia 2013

Polędwiczka w sosie śmietanowym




Jakoś nie bardzo mogę zebrać myśli w ostatnim czasie... Tyle się dzieje, tyle przemyśleń, planów, nadziei i niewiadomego... A do tego ta nagła, choć wyczekiwana wiosna - otumania pyłkami, razi słońcem, ale też niesie jakiś optymizm...  a mnie go ostatnio brakuje... Złe samopoczucie od dłuższego czasu stało się powodem decyzji o przebadaniu się - i jak jest? Na razie nie tak jakbym chciała... mam nadzieję szybko znaleźć odpowiedź... usłyszeć, że to tylko zmęczenie... Patrzę na moją córcię, która spokojnie sobie śpi - musi być dobrze... dla niej... 
Pierwszy krok ku odzyskaniu sił - konkretne jedzenie :-) Sos w taki sposób zwykle robię do fileta z kurczaka, ale jak to mówią "z braku laku..." u mnie dziś polędwica ;-)


SKŁADNIKI

300 - 400 g polędwiczki wieprzowej (w jednym kawałku)

400 ml śmietanki 30%

1 łyżka masła klarowanego

4 - 5 łyżek mąki pszennej

woda

sól, pieprz


Polędwiczkę myjemy, osuszamy, usuwamy żyłki i obtaczamy dokładnie w mące. Na patelni rozgrzewamy masło i wkładamy polędwiczkę - obsmażamy z każdej strony, a następnie podlewamy wodą do połowy wysokości mięsa. Dodajemy sól (wsypujemy do wody, nie na mięso - dzięki temu najdzie ono jej smakiem, w przeciwnym razie sól pozostanie na mięsie, a sos niekoniecznie będzie miał pożądany smak), zmniejszamy gaz i dusimy pod przykryciem 40 minut. W tym czasie woda powinna się zredukować, a na dnie powinien pozostać gęsty "smak". 




Wyjmujemy mięso na talerz i zabezpieczamy przed wystygnięciem, a na patelnię wlewamy śmietanę; zwiększamy płomień pod patelnią i gotujemy, aż śmietana zmniejszy objętość o połowę -  dzięki temu fantastycznie zgęstnieje :-) wyłączamy.  Dodajemy pieprz, wyjęte wcześniej mięso, przykrywamy i zostawiamy na ok. 10 minut.
Najlepiej smakuje z kaszą gryczaną (ewentualnie jęczmienną) i jest to kompozycja wprost boska! Mmmm....



wtorek, 16 kwietnia 2013

Pralinki rumowe




Skoro odzyskałam już sprawność po mojej dzisiejszej wizycie u okulisty to czas by przygotować coś pysznego :-) Jeśli ktoś tak bez pamięci jak ja uwielbia czekoladę, to z pewnością przyzna mi rację, że nie ma to jak pyszna czekoladka w ramach relaksu :-) Oczywiście najprostszym rozwiązaniem jest zakup czekolady w osiedlowym sklepie, który mijam wracając z pracy, ale ile satysfakcji gdy można czasem przygotować coś samodzielnie :-) Te pralinki moja babcia robiła przy każdej okazji i zawsze w zestawieniu z blokiem - taki pakiet imprezowy ;-) Wtedy znałam je pod nazwą "Bomby rumowe" i zawsze były obtoczone w wiórkach kokosowych. Moje - zrobione dokładnie z tego samego przepisu co babcine - są oblane gęstą czekoladą, więc zdecydowanie bardziej pasuje do nich określenie pralinki :-) ale jak ktoś woli bomby, to czemu nie, w końcu są iście bombowe!
A co do okulisty to nic nie stwierdził... tzn. nie zlecił okularów, ale znalazł przyczynę tych dziwnych punkcików, które widzę przy dużym świetle... i stwierdził, że tak już będzie... tyle to mi powiedział wczoraj wychowanka w ośrodku, ale cóż... jak powie lekarz to jednak bardziej do człowieka trafia... dał kilka zaleceń co robić żeby to nie było takie uciążliwe, ale nadziei na rozstanie z punkcikiem już nie...
Na pocieszenie czekoladka :-)


SKŁADNIKI

120 g masła roślinnego

120 g cukru

1 cukier waniliowy

1 łyżka rumu

1 łyżka spirytusu

4 łyżki kakao

4 okrągłe biszkopty (starte na drobnej tarce)

2 łyżki mleka w proszku


Dodatkowo: 1,5 czekolady mlecznej


Masło ucieramy z cukrem i cukrem waniliowym, następnie dodajemy kakao, mleko, rum i spirytus, a na końcu biszkopty - cały czas wyrabiamy, aż powstanie jednolita masa. Ja wyrabiam dłonią - jest to jednak najlepsze narzędzie mieszające ;-) Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (patrz: zakładka "dekoracje"). 





Z gotowej masy robimy kulki wielkości małego orzecha włoskiego, zanurzamy w czekoladzie i odkładamy do zastygnięcia, chłodzimy w lodówce. Proponuję Wam układać je na folii aluminiowej lekko posmarowanej olejem - wtedy łatwiej odejdą po zastygnięciu :-)





Jeśli lubicie bardziej aromatyczne słodycze możecie dodać kilka kropel aromatu rumowego, a jeśli nie odpowiada Wam ten smak to polecam w wersji migdałowej lub pomarańczowej - mmm... 





P.S.
W wersji dla dzieci pomińcie alkohol i poprzestańcie na dowolnym aromacie.




poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Sałatka z wołowiną


Poniedziałek - dzień odzyskiwania składników z rosołu ;-) obowiązkowo pomidorowa, bo córeczka lubi ją najbardziej ze wszystkich zup (no może jeszcze sam rosół we właściwej postaci jest tym, co lubi - nigdy nie poprzestaje na jednej misce), warzywa już wczoraj zostały zamienione w sałatkę jarzynową, a większość mięsa czeka już w zamrażarce na przerobienie na pasztet. Sałatka, którą Wam dziś proponuję, to kolejny z moich pomysłów na wtórne wykorzystanie rosołu ;-) Jest wprost rewelacyjna!!!
A co poza sałatką? Oczywiście wiosna :-) I przerażenie, że rok dopiero co się zaczął, a tu już wielkimi krokami zbliża się koniec czwartego z kolei miesiąca, tzn... ani się obejrzę, a będzie lato, a potem moja córeczka pójdzie do przedszkola... Czy sobie poradzi? Czy się tam odnajdzie? Czy... Jedno pytanie prowokuje kolejne... Jest taka mała, a taka niesamowita... Może niepotrzebnie się o nią martwię, ale to chyba jest wpisane w rolę matki... Troszczyć się, przejmować, kochać...

A teraz jedzonko ;-)


SKŁADNIKI

1 szklanka gotowanej pokrojonej wołowiny

1 duża marchewka

1 papryka

kawałek pora (ok. 10 cm)

2 łyżki musztardy

1 łyżka gęstej śmietany

1 łyżka oliwy z oliwek

sól, pieprz, cukier, słodka papryka w proszku (do smaku)


Mięso możecie specjalnie ugotować w wodzie z dodatkiem preferowanych przez Was przypraw, a potem pokroić, ale ja wykorzystuję mięso z niedzielnego rosołu - gdy wystygnie kroję je w kostkę i gotowe.
Marchewkę gotujemy w lekko osolonej wodzie i kroimy w półplasterki, pora w plasterki, a paprykę w paski. Wszystkie składniki wkładamy do miski i przygotowujemy sos: mieszamy razem musztardę, śmietanę, oliwę i przyprawy - dodajemy do reszty składników i dokładnie mieszamy. Musicie to jednak robić delikatnie, by nie porozrywać kawałków mięsa. 


Sałatka jest na tyle sycąca, że z powodzeniem może zastąpić lekki obiad :-) np.: w połączeniu z jajkiem na twardo. 

niedziela, 14 kwietnia 2013

Sernik z truskawkami


Tak się zastanawiam czy ja kiedykolwiek znajdę chwilę wytchnienia, czy ciągle będę w pełnym biegu... Zastanawiam się czy ja w ogóle potrafię jeszcze odpoczywać - co gorsze, to jak już mam okazję ku temu, to jest mi z tym tak bardzo dziwnie, że czuję się po prostu nieswojo... czegoś mi brakuje i zastanawiam się czy o niczym nie zapomniałam, bo skąd niby ten wolny czas... Obawiam się, że to powoli zaczyna być jakieś chore, ale z drugiej strony to nie bardzo mam co wyeliminować z tej niekończącej się listy obowiązków... Czasem wręcz doba staje się za krótka :-( Na szczęście jeszcze tylko miesiąc i coś tam ma szansę się zmienić :-) Dlaczego? Po prostu - w końcu wróci mój mąż :-) Co by nie było, to jednak tworzymy zgrany duet :-) Z roku na rok coraz bardziej...
A ten sernik to taka jego zachcianka. Przepis, który mnie zainspirował znalazłam na blogu Fabryka Pomysłów . Potem tylko trochę go zmodyfikowałam po swojemu - przede wszystkim usunęłam surowe jajka, żeby mały człowiek też mógł śmiało jeść i zamiast mleka dodałam śmietanę, a resztę zobaczcie sami :-)


SKŁADNIKI

1 kg sera białego z wiaderka

1 kostka masła

1,5 szklanki cukru

2 cukry waniliowe

450 ml śmietanki 30%

6 płaskich łyżeczek żelatyny

0,5 szklanki wody


Na spód:

2 paczki herbatników szkolnych

100 g masła


Na wierzch:

2 galaretki truskawkowe

truskawki

700 ml wody



Masło miksujemy z cukrem i cukrem waniliowym na gładka masę, a następnie stopniowo dodajemy ser. Żelatynę rozpuszczamy w gorącej wodzie i odstawiamy żeby lekko przestygła, śmietankę ubijamy na sztywno. Do dobrze zmiksowanej masy serowej dodajemy bitą śmietanę, a gdy masy połączą się dodajemy powoli żelatynę - bardzo ważne jest, by nie była za gorąca, bo sernikowa masa podzieli się i wyjdzie słodki twarożek, a nie ciasto ;-).
Herbatniki kruszymy i dokładnie mieszamy z masłem (musi być miękkie, wtedy łątwo się wgniecie w okruchy).
Galaretki rozpuszczamy w gorącej wodzie i studzimy.
Spód i boki blaszki wykładamy folią spożywczą. Na dnie rozprowadzamy masę herbatnikową - nie musi być idealnie rozprowadzona, mogą pozostać luki. Następnie wylewamy masę serową, układamy truskawki i wstawiamy do lodówki - to ważne, bo jeśli masa będzie zbyt miękka na powierzchni galaretki pojawi się matowy osad. Gdy ser stężeje polewamy ciasto galaretką i ponownie wstawiamy do lodówki do czasu, aż całkiem stężeje. 


P.S.
Jeśli obawiacie się, że galaretka wpłynie pod ciasto poczekajcie aż lekko zgęstnieje i dopiero wtedy  polewajcie ciasto - ja tak robię za każdym razem i udaje się :-)


sobota, 13 kwietnia 2013

O nie!!!


Znalazłam dziś na blogu Veggieola informację o tym, że niektóre osoby zwyczajnie w świecie kradną zdjęcia i teksty z blogów i wklejają je jako własne, a co więcej czerpią z tego korzyści. Proponuję Wam zajrzeć do tego posta i dokładnie przeczytać o co chodzi. W każdym bądź razie, postanowiłam sprawdzić czy moje zdjęcia też padły łupem nieuczciwych blogerów i prawdę mówiąc to miała nadzieję, że tak nie jest. O słodka naiwności!!! Znalazłam cztery moje zdjęcia wykorzystane przez inne osoby, a sprawdziłam tylko część... zwątpiłam gdy znalazłam zdjęcie mojej sałatki przyklejone do jakiegoś przepisu, w którym tylko jeden składnik pokrywa się z moim... Po prostu tragedia!!! Czy po to tak się staram i fotografuję to moje gotowanie w mojej własnej ciasnej kuchni, moim własnym telefonem, żeby ktoś sobie tak zwyczajnie i bez pytania wkleił pod przepisem, który pewnie i tak ukradł z jeszcze innego bloga? Z drugiej strony pozostaje się cieszyć, ze komuś się te zdjęcia podobają, ale szczerze mówiąc to kiepska pociecha... Owszem, to są uroki zamieszczania zdjęć w sieci, ale przecież wyraźnie proszę na samym wstępie żeby tego nie wykorzystywać w ten sposób... ech... szkoda słów... muszę te zdjęcia zdecydowanie podpisywać - to jak nic będzie kolejna z planowanych przeze mnie zmian na blogu w ramach wiosennej metamorfozy...
Szczegóły wkrótce...
Kolejny przepis jutro...

piątek, 12 kwietnia 2013

Naleśniki z mascarpone


W końcu wiosna :-) Kiedy stanęłam dziś przed ośrodkiem poczułam to w 100% - zapach wiosennego deszczu :-) A rano fanatycznie było słychać ptaki :-) hmmm... a skoro lekko i pięknie na dworze to podobnie i w kuchni, tak na powitanie cieplejszych dni :-) A ponieważ dziś dzień czekolady i wszyscy w koło przygotowywali coś z czekoladą, to mam coś innego :-) ale fanom czekolady też powinno się spodobać...


SKŁADNIKI

Przepis na naleśniki znajdziecie tutaj (KLIK)




Na nadzienie:

250 g sera mascarpone

250 g tłustego lub półtłustego sera białego

4 łyżki cukru pudru

1 cukier waniliowy

3 - 4 szczypty cynamonu

2 - 3 krople aromatu cytrynowego


Dodatkowo: 200 g śmietanki 30%, cynamon


Z przygotowanego ciasta smażymy cienkie naleśniki - układamy wszystkie jeden na drugim i przykrywamy . Dzięki temu potem łatwiej się zrolują. 
Ser biały miksujemy z cukrem, cukrem waniliowym i cynamonem, a następnie dodajemy mascarpone, aromat i jeszcze przez chwilę miksujemy do czasu aż sery połączą się w gładką masę. 
Śmietanę ubijamy na sztywno - nie ma potrzeby słodzenia jej ponieważ naleśniki są raczej słodkie. 
Każdy naleśnik smarujemy na całej powierzchni masą serową i zwijamy - tak jak dywan ;-) Następnie obsmażamy na maśle na złoty kolor i dekorujemy bitą śmietaną i cynamonem. (Ja dla siebie nie obsmażam, staram się, by naleśniki były lekko ciepłe kiedy je zwijam i takie smakują mi najlepiej :-) )


P.S. 
Z tej ilości masy serowej wychodzi ok. 12 naleśników, ale jeśli potrzebujecie większej ilości wystarczy, że posmarujecie każdy naleśnik tylko na połowie, a potem złożycie na pół i jeszcze raz na pół. Powstaną trójkątne chusteczki. 
Jeśli nie lubicie bitej śmietany możecie polać naleśniki czekoladą, ale musicie wtedy dodać mniej cukru do sera. Efekt niesamowity!