piątek, 28 lutego 2014

Sałatka z brokułem i granatem




Właśnie przeczytałam artykuł nt. dobroczynnego wpływu brokułów na organizm... Biorąc pod uwagę, że nie tak dawno trafiłam na jakąś zjadliwą krytykę warzywa, to dochodzę do wniosku, że czasem lepiej nie czytać, żyć w nieświadomości i robić swoje... Ja uwielbiam i jem bez względu na to co piszą :-) poza tym najlepiej jak każdy wybierze wersję, która go bardziej przekonuje :-) A sałatka powstała przy okazji układania na półkach w lodówce i jest pyszna!!! Smaki przenikają się wprost idealnie :-) 


SKŁADNIKI

1 brokuł

1 czerwona cebula

1 opakowanie sera feta

1 granat

2 łyżki oliwy z oliwek

2 łyżki octu z białego wina

pieprz, sól, cukier

woda




Wodę na brokuła zagotowujemy z 1 łyżeczka soli i 1 łyżeczką cukru. Brokuła myjemy, dzielimy na różyczki, a następnie wrzucamy do wrzącej wody i gotujemy 3 minuty, następnie wyłączamy, przykrywamy garnek i odstawiamy na kolejne 3 minuty; odcedzamy, przelewamy zimną wodą i studzimy. Cebulę drobno siekamy, a następnie mieszamy z oliwą, octem, solą i pieprzem. Tak przygotowanym sosem polewamy zimnego brokuła i delikatnie mieszamy. Fetę kroimy w kostkę, z granata wysypujemy kulki. Na dno salaterki wykładamy brokuła z sosem, na niego fetę, a całość posypujemy granatem. Schładzamy i gotowe :-)


czwartek, 27 lutego 2014

Oponki drożdżowe



Nie wiem jak Wy, ale ja mam dość... tłustoczwartkowa dieta każdego roku mnie pokonuje mimo, że staram się pilnować, by nie przesadzić... ale cóż, tak sobie tłumaczę, że raz w roku nadmiar pączków i oponków nie zaszkodzi ;-) Czy pięć to już nadmiar? Ale jeśli w Waszym przypadku jest inaczej i nadal czujecie niedosyt smażonych słodkości to proponuję Wam bardzo łatwe i szybkie w wykonaniu oponki. Przepis dostałam od koleżanki z pracy, ale troszkę go sobie zmieniłam (z całych jajek zostawiłam jedynie żółtka). Ciasto jest delikatne, fantastycznie się formuje i "rośnie w oczach"... Dodałam też lukier - delikatny, rozprowadzony na ciastkach sprawia, że wyglądają na lekko oszronione :-) Najfajniejsze w tych oponkach jest  też to, że są mega wielkie :-) Z podanych składników wyszło mi 12 sztuk :-)  


SKŁADNIKI

4 szklanki mąki pszennej

50 g drożdży

1 szklanka mleka

3 żółtka

125 g margaryny

2 łyżeczki cukru

szczypta soli

3 - 4 krople aromatu pomarańczowego


Lukier: 1 białko, 6 czubatych łyżek cukru pudru

dodatkowo olej do smażenia



Mąkę przesiewamy do dużej miski, dodajemy sól i startą na tarce jarzynowej margarynę - całość rozcieramy, aż tłuszcz całkowicie połączy się z mąką (powinno to wyglądać jak wilgotny piasek). Mleko delikatnie podgrzewamy, a następnie dodajemy do niego drożdże i cukier - mieszamy aż drożdże się rozpuszczą i odstawiamy w ciepłe miejsce żeby trochę "podrosły". Żółtka roztrzepujemy widelcem, dodajemy aromat. Mleko z drożdżami i żółtka dodajemy do mąki z margaryną, zagniatamy ciasto (wyrabiamy krótko, ok. 5 minut) i odstawiamy w ciepłe miejsce na 30 - 40 minut - pięknie wyrośnie. 













Po tym czasie robimy oponki - możecie je robić zwyczajnie, tradycyjnie rozwałkowując ciasto i wycinając kółka z dziurką. Ja robiłam inaczej: odrywałam z ciasta niewielkie kulki, lekko je spłaszczałam i na środku przebijałam palcem dziurę :-) Robota ekspresowa! :-) Przygotowane oponki układamy na stolnicy lub tacy i zostawiamy na ok. 10 minut (podrosną), a następnie wkładamy po kilka sztuk na gorący olej. Smażymy na złotobrązowy kolor po obu stronach, po czym wyjmujemy i odsączamy na ręczniku papierowym.


Biało ucieramy z cukrem (nie miksujemy!!!) na jednolitą masę. Przy pomocy pędzelka smarujemy przestudzone oponki. 







wtorek, 25 lutego 2014

Racuchy z mango



Nie wiem jak Wy, ale ja zwykle gdy mam się zajmować czymś ważnym, natychmiast muszę się zająć czymś niecierpiącym zwłoki... I tak właśnie przygotowując dość ważną prezentację, mój proces twórczy został mimowolnie przekierowany na zupełnie inną płaszczyznę... W mojej głowie zrodziło się kilka pomysłów zdecydowanie nie związanych z prezentacją, ale za to jeden z nich znajdują się poniżej ;-)


SKŁADNIKI

2 szklanki mąki pszennej

1,5 szklanki jogurtu naturalnego

3 jajka

3 łyżki cukru

2 łyżeczki proszku do pieczenia

2 łyżki octu winnego

szczypta soli

1 dojrzałe mango

olej do smażenia

cukier puder do posypania




Jajka i jogurt mieszamy razem. Mąkę łączymy z proszkiem i cukrem, a następnie dodajemy do jajeczno - jogurtowej masy i dokładnie mieszamy. Dodajemy ocet i sól - mieszamy. Mango kroimy w drobną kostkę i dodajemy do ciasta. Delikatnie mieszamy, a następnie wkładamy łyżką niewielkie porcje do silnie rozgrzanego oleju (powinno go być tyle, by racuchy swobodnie w nim pływały). Smażymy na złoty kolor - uważajcie by płomień pod garnkiem nie był zbyt silny ponieważ wtedy olej bardzo szybko będzie zwiększał swą temperaturę i racuchy będą się przypalały. Usmażone racuchy wykładamy na ręcznik papierowy, a gdy przestygną posypujemy cukrem pudrem.




Bardzo Tłusty Czwartek 2014 Karnawałowe smażenie Tłusty czwartek 2014

poniedziałek, 24 lutego 2014

Filet z kurczaka ze szpinakiem i gorgonzolą




Po weekendowym złym humorze nie ma już śladu :-) dzisiejszy dzień zdecydowanie dodał mi skrzydeł :-) Z drugiej strony to coraz częściej stwierdzam, że chyba jednak mam gdzieś tam tzw. "dobrego ducha"... twardo stąpającego po ziemi... ;-) 

Szpinak i gorgonzola to połączenie idealne i bardzo często stosuję je do makaronu. W prezentowanej dziś wersji poszłam krok dalej i połączyłam znany sos z kurczakiem. Efekt fantastyczny! I choć rozgrzewająca się gorgonzola nie ma najładniejszego zapachu to smak jest niesamowity! 






SKŁADNIKI

1 duży podwójny filet z kurczaka

150 g świeżego szpinaku

200 g gorgonzoli

200 ml śmietanki 30%

4 ząbki czosnku

2 łyżki oleju 

pieprz, sól


Fileta myjemy, oczyszczamy i kroimy w podłużne kawałki. Szpinak płuczemy, odcinamy z listków ogonki, a same listki kroimy w cienkie paski. Czosnek przeciskamy przez praskę. Gorgonzolę dzielimy na małe kawałki. W rondlu rozgrzewamy olej, wrzucamy czosnek i krótko smażymy (nie pozwólcie by zbrązowiał, bo będzie gorzki). Dodajemy szpinak i dusimy go do czasu, aż zmniejszy objętość o połowę, od czasu do czasu mieszając. Dolewamy śmietankę, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na małym ogniu ok.5 minut. Następnie dodajemy ser, mieszamy i czekamy aż zacznie się rozpuszczać; doprawiamy pieprzem i ewentualnie solą. Na suchej rozgrzanej patelni układamy kawałki kurczaka i przekładając je na kolejne strony czekamy aż z każdej mięso się zetnie (stanie się białe). Zalewamy mięso sosem i całość dusimy pod przykryciem 30 - 40 minut (to zależy od grubości kawałków mięsa, musicie sprawdzać czy już są miękkie); od czasu do czasu mieszamy. Tak przygotowane mięso doskonale komponuje się z makaronem lub gotowanymi ziemniakami.

niedziela, 23 lutego 2014

Oponki drożdżowe na jogurcie



Popołudniowy spacer jednak zrobił swoje - czasem to idealna metoda zostać sam na sam ze swoimi myślami, wszystko sobie poukładać i wyciągnąć wnioski... po raz kolejny... ale w myśl zasady "co nas nie zabije, to nas wzmocni", wnioski za każdym razem są coraz bardziej konstruktywne :-) i tego będę się trzymać :-) 
A wracając do zbliżającego się czwartku postanowiłam zaproponować Wam dziś oponki, które kiedyś wymyśliłam sobie "miksując" różne inne przepisy powyrywane z najrozmaitszych gazet (tak, tak, jestem w posiadaniu setek różnych przepisów powyrywanych nie wiadomo skąd, różniastych kartek z zapiskami i kilkunastu zeszytów z przepisami skrzętnie zapisywanych przez moją babcię). Nie rosną bardzo duże jak tradycyjne oponki drożdżowe, ale są nie mniej pyszne - lekkie i puszyste... i najlepiej smakują tego dnia, którego są smażone (jak większość "smażeńców" na bazie jogurtu czy serka).


SKŁADNIKI

3 szklanki mąki pszennej

1 szklanka gęstego jogurtu naturalnego (najlepiej typu greckiego)

2 jajka

1/4 szklanki cukru

30 g drożdży

2 łyżki ekstraktu waniliowego

szczypta soli

olej do smażenia

cukier puder do posypania oponków

mąka do posypania stolnicy




Jajka roztrzepujemy i mieszamy z cukrem, delikatnie podgrzewamy żeby cukier całkiem się rozpuścił (ale musicie uważać żeby masa nie zaczęła się ścinać). Drożdże rozkruszamy i dodajemy do jogurtu (wyjmijcie go wcześniej z lodówki, żeby nie był bardzo zimny), dokładnie mieszamy. Mąkę wsypujemy do dużej miski, dodajemy masę jajeczną, jogurt z drożdżami, ekstrakt i sól, a następnie zagniatamy gładkie ciasto i odstawiamy na 30 - 40 minut (w tym czasie trochę podrośnie). Stolnicę posypujemy mąką i wykładamy połowę ciasta. Rozwałkowujemy na grubość ok. 1,5 cm i wycinamy oponki (ja wycinam szklanką i nakrętką od butelki). Pozostałe skrawki znów zagniatamy i wycinamy kolejne ciastka. To samo robimy z drugą połową ciasta. Do rozgrzanego oleju wkładamy po kilka ciastek i smażymy na złoty kolor po obu stronach, a następnie wyjmujemy i osączamy na ręczniku papierowym. Gotowe i przestudzone posypujemy cukrem pudrem. Mnie wychodzi ok. 40 oponków.

Bardzo Tłusty Czwartek 2014 Karnawałowe smażenie Tłusty czwartek 2014

sobota, 22 lutego 2014

Kurczak w soku cytrusowym



Wiem, że się powtarzam, ale ja naprawdę nie lubię dni, które się wymykają spod kontroli i zaczynają żyć "własnym życiem"... :-( jeśli jeszcze z tego wynikałoby coś pozytywnego, to czemu nie, nawet by to było ciekawe, ale ja mówię o tych, które skłaniają do głębokich refleksji... na temat tego, że nie dla wszystkich warto się starać, że nie warto chcieć czegokolwiek, by tylko ktoś inny mógł być zadowolony i że już dawno powinnam się do takich sytuacji przyzwyczaić... ale się nie przyzwyczaiłam i chyba wrodzona chęć do dążenia w kierunku dobra i zadowolenia stanowi tu zdecydowaną barierę... dobrze, że chociaż kurczak się udał... tak sobie go wymyśliłam, żeby było inaczej i szybko i zdecydowanie tak wyszło :-) więc sprawiając radość samej sobie, nie przejmując się humorami otaczającego mnie świata, polecam...


SKŁADNIKI

1 - 1,2 kg części z kurczaka (nogi, udka itp.)

2 pomarańcze

2 grejpfruty

1 cytryna

2 łyżki miodu

1 płaska łyżeczka curry

2 ząbki czosnku

sól, pieprz




Z owoców wyciskamy sok i łączymy go z miodem i curry. Czosnek kroimy w cienkie plasterki. Mięso myjemy, nacieramy solą i pieprzem i układamy w naczyniu żaroodpornym przekładając czosnkiem. Całość zalewamy sokiem z miodem (najlepiej jeśli jak najmniej mięsa wystaje ponad powierzchnię), przykrywamy naczynie i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na godzinę (termoobieg + dolna grzałka). 



piątek, 21 lutego 2014

Pączki




Skoro wczoraj wspomniałam o tłustym czwartku, to nie wypada mi nic innego jak podać Wam kilka propozycji idealnych na ten dzień :-) no to zaczynam od pączków :-) w prawdzie na blogu znajdziecie już inne moje pączkowe propozycje, ale myślę, że tych pomysłów nigdy nie jest za dużo :-)


SKŁADNIKI

800 g mąki pszennej

100 g masła

1 szklanka mleka

6 łyżek cukru

2 całe jajka

2 żółtka

50 g drożdży

skórka otarta z jednej pomarańczy

skórka otarta z jednej cytryny

2 łyżki spirytusu (lub wódki, ale pamiętajcie, że im mocniejszy alkohol, tym mniej tłuszczu podczas smażenia wchłoną pączki)

dodatkowo:

marmolada

smalec do smażenia

cukier puder do posypania pączków

mąka do posypywania stolnicy





Masło rozpuszczamy i odstawiamy żeby ostygło do temperatury pokojowej. Mleko lekko podgrzewamy (powinno być ciepłe, ale nie gorące), dodajemy 1 łyżkę cukru i drożdże - mieszamy, aż drożdże się rozpuszczą, a następnie odstawiamy na chwilę żeby zaczęły choć trochę pracować. Jajka i żółtka roztrzepujemy razem, dodajemy pozostały cukier, stawiamy na małym ogniu i ucieramy kogel - mogel (jajka powinny się tylko podgrzać, nie mogą być zbyt gorące, bo zacznie się z nich robić jajecznica). Do dużej miski wsypujemy mąkę i dodajemy do niej wszystko co przygotowaliśmy wcześniej: masło, mleko z drożdżami i kogel - mogel, a także obie skórki i spirytus. Zagniatamy ciasto (wyrabiamy do chwili, aż zacznie swobodnie odchodzić od ręki) i odstawiamy (najlepiej w ciepłe miejsce) do wyrośnięcia - powinno podwoić swoją objętość. Jeśli w trakcie zagniatania stwierdzicie, że ciasto jest zbyt rzadkie, dosypcie trochę mąki. 




Wyrośnięte ciasto wykładamy partiami na stolnicę posypaną mąką (uważajcie jednak by nie było jej za dużo ponieważ wtedy będzie się paliła w tłuszczu podczas smażenia i w konsekwencji tłuszcz będzie ciemniał, a pączki będą gorzkie :-( ). Rozwałkowujemy na grubość ok. 1,5 cm, a następnie na połowie rozwałkowanego placka zaznaczamy szklanką lub kubkiem kółka (nie wycinamy ich, tylko zaznaczamy delikatnie dociskając naczynie), a z drugiej połowy wycinamy kółka. Teraz na te zaznaczone kółka nakładamy łyżeczką (ok. 3/4 łyżeczki) marmoladę, przykładamy z góry wyciętymi kółkami, dociskamy mocno brzegi i dopiero teraz wycinamy tą samą szklanką lub kubkiem gotowego pączka. Pozostałe skrawki znów zagniatamy i robimy kolejne pączki. To taki mój pomysł, na tworzenie kształtnych i równych pączków, ale jeśli wolicie je robić odrywając po kawałku ciasta i formując w dłoniach to oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie :-) Powycinane pączki odkładamy na ścierkę lub tace posypaną delikatnie mąką, by porosły (ok. 15 minut). Do silnie rozgrzanego smalcu wkładamy po kilka pączków i smażymy je na średnim ogniu na brązowy kolor przekręcając co jakiś czas z jednej strony na drugą. Wyjmujemy łyżką cedzakową i odkładamy na papierowy ręcznik, by usunąć nadmiar tłuszczu. Przestudzone pączki posypujemy cukrem pudrem.

P.S.
Jeśli zauważycie w pewnym momencie, że pączki zbyt szybko brązowieją, a na powierzchni smalcu pojawia się dym to oznaka, że temperatura smażenia jest zbyt wysoka. Wrzućcie wtedy obok smażących się pączków kilka plastrów surowych ziemniaków- idealnie obniżają temperaturę palącego się tłuszczu :-)    
Bardzo Tłusty Czwartek 2014 Karnawałowe smażenie Tłusty czwartek 2014

czwartek, 20 lutego 2014

Pasta z wędzonego łososia



Przelatują mi te dni jeden za drugiem nie wiadomo gdzie i kiedy... człowiek wpada w taki kołowrotek obowiązków, że chce czy nie chwilami przestaje kontrolować jaki dzień tygodnia, miesiąca... Z przerażeniem stwierdziłam niedawno, że za tydzień tłusty czwartek! Matko moja! Czy tylko ja żyję w takim pędzie, czy innym też to się zdarza?
Że zbyt wielu propozycji śniadaniowych na tym blogu nie ma, to raczej nie tajemnica ;-) przyczyna jest prosta: ja po prostu rano nie mam czasu... śniadania owszem jadam, ale w biegu, jedną ręką, bo w drugiej trzymam suszarkę, albo tusz do rzęs ;-) ale najważniejsze, ze wszystko pogodzę :-) ale dziś robię wyjątek i specjalnie dla Was szybka pasta śniadaniowa, którą tak naprawdę możecie przygotować dzień wcześniej, wieczorem, a potem zamknąć szczelnie i przechować do rana w lodówce :-)  


SKŁADNIKI

100 g sera białego (wybierzcie taki mniej kwaśny)

100 g wędzonego łososia (najlepiej wędzonego na gorąco)

1,5 łyżki majonezu

zielona część pora, szczypiorek lub natka pietruszki

sól, pieprz





Ser rozgniatamy widelcem, dodajemy majonez, sól, pieprz i posiekaną zieleninę - dokładnie mieszamy. Łososia dzielimy na małe kawałki i dodajemy do masy serowej, delikatnie mieszamy. I tyle :-) Prawda, że szybko?

środa, 19 lutego 2014

Golonka z szynkowara




Ten szynkowar to był jeden z lepszych pomysłów na jakie kiedykolwiek wpadłam :-) w prawdzie proces przygotowania wędliny trochę trwa, ale za to jaki smak... i satysfakcja ;-) Zwykle mięso, które się marynuje pozostawiam na dwie doby, ale przez swoje zakręcenie w ostatnim czasie, po dwóch dobach zwyczajnie zapomniałam o przygotowanej marynacie ;-) i stała 6 godzin dłużej... czyli w sumie 54 godziny :-) ale na złe jej to nie wyszło... :-) Potem już tylko parzenie, studzenie, schładzanie i koniec :-) Dzięki żelatynie wokół mięsa powstaje fantastyczna delikatna galaretka, a jeśli chcecie żeby była nieco sztywniejsza musicie zwiększyć ilość żelatyny :-)


SKŁADNIKI

ok. 1 kg mięsa z golonki (bez kości)

1 ząbek czosnku

2 łyżeczki soli peklowej

1 łyżeczka pieprzu w ziarnach (niepełna)

1 łyżeczka żelatyny




Mięso kroimy w podłużne pasy i wkładamy do miski lub garnka. Pieprz rozbijamy w moździerzu na drobniejsze części (ale nie na pyłek, to muszą być widoczne kawałki) czosnek przeciskamy przez praskę - dodajemy do mięsa.  Dosypujemy sól i żelatynę i całość dokładnie mieszamy, tak żeby każdy kawałek mięsa miał choć przez chwilę kontakt z przyprawami. Do szynkowara wkładamy foliowy woreczek i dokładnie upychamy w nim mięso. Musicie uważać żeby między kawałkami nie pozostawić pustych przestrzeni, bo gotowa wędlina będzie się przez to rozpadać :-( Usuwamy nadmiar powietrza z woreczka i zawiązujemy go u góry. Dociskamy całość sprężyną i odstawiamy szynkowar do lodówki na owe 54 godzin ;-) 

Po tym czasie wstawiamy szynkowar do garnka z wodą podgrzaną do 80 stopni i utrzymując taką temperaturę parzymy znajdującą się w szynkowarze golonkę przez 2 godziny (to bardzo ważne żeby temperatura była stała, zbyt wysoka spowoduje, że mięso będzie twarde). Następnie wyjmujemy szynkowar z wody i odstawiamy do wystygnięcia (NIE oblewamy go zimną wodą). Trwa to kilka godzin (ja przeznaczam na to studzenie całą noc), po czym wstawiamy całość do lodówki (na kilka godzin). I gotowe... ;-) 

wtorek, 18 lutego 2014

Śledzie z papryką



Są dni, kiedy wszystko wydaje się beznadziejne, złe i obce... Są i takie, które porywają, dodają skrzydeł... Od kiedy szukanie pozytywów w codziennych beznadziejnych sytuacjach przestało być dla mnie hasłem, a stało się postawą, te drugie zyskały zdecydowaną przewagę :-) Mąż powiedział mi kiedyś, że powinnam zarażać innych takim myśleniem, bo wyszłoby im to na dobre... więc staram się, czasem wychodzi, ale co zrobić z tymi szczepionymi przeciwko zadowoleniu...?
To taka mała refleksja, płynąca chyba z budzącej się (oby już na dobre) wiosny ;-) a może zupełnie z czegoś innego... W każdym bądź razie, póki co "zarażam" Was kolejnym szybkim i prostym przepisem :-) taką moją fantazją ;-)

SKŁADNIKI

500 g marynowanych płatów śledziowych

2 papryki czerwone

3 - 4 cebule

3 łyżki oleju

2 łyżki przecieru pomidorowego

pieprz


Śledzie obieramy ze skóry, kroimy w paski i wkładamy do salaterki. Cebule kroimy w ćwierćplasterki, paprykę w paski (ok. 0,5 cm grubości). Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy cebulę, doprawiamy pieprzem i smażymy aż się zeszkli. Dodajemy paprykę i smażymy aż lekko zmięknie. Następnie całość zestawiamy z palnika, a gdy przestygnie (nie może być zbyt gorąca ponieważ śledzie za bardzo rozmiękną :-( ) dodajemy do śledzi, mieszamy i odstawiamy do całkowitego wystudzenia. Podajemy schłodzone. 



poniedziałek, 17 lutego 2014

Sernik chałwowy z sezamem




Wczorajszy wieczór był bardzo owocny - pomysł gonił pomysł :-) jeden z nich opisałam Wam poniżej :-) inne w najbliższych dniach... przeglądając zawartość lodówki wykombinowałam sobie jeden z pyszniejszych serników, jakie jadłam :-) chociaż ja w ogóle lubię serniki :-) wręcz uwielbiam! zwłaszcza takie puszyste, delikatne i nie za słodkie... jak ten :-) 
A dzisiejszy dzień jest bardzo pozytywny :-) właściwie tak od wczesnych godzin przedpołudniowych :-) a jaki poniedziałek, taki podobno cały tydzień... 


SKŁADNIKI

Na masę serową:

500 g serka wiejskiego

500 g serka mascarpone

3 jajka

250 g chałwy waniliowej

1 budyń waniliowy bez cukru

1 łyżka ekstraktu waniliowego


Na spód:

70 g herbatników typu petit beurre

3 łyżki sezamu

50 g masła


Na płytkę sezamową:

25 g masła

5 łyżek cukru pudru

5 łyżek sezamu






Herbatniki bardzo drobno kruszymy (najlepiej jest je zmielić w maszynce), mieszamy z sezamem, a następnie dodajemy masło pokrojone w małe kawałki i całość dokładnie wyrabiamy. Nie oczekujcie, że powstanie jednolite ciasto - mieszanka będzie się rozpadać, ale to zupełni w niczym nie przeszkadza. 
Serek wiejski wykładamy na sitko i odsączamy - najlepiej zostawcie serek na sitku przez jakiś czas ponieważ im bardziej odcieknie, tym lepiej. Następnie przekładamy ser do miski miksera, wbijamy całe jajka, pokruszoną chałwę i mascarpone - miksujemy aż wszystkie składniki połączą się. Dosypujemy budyń, wlewamy ekstrakt i jeszcze przez chwilę miksujemy (w tym czasie kulki serka wiejskiego rozlecą się, a jeśli nawet jakieś zostaną to nie przejmujcie się - w pieczeniu i tak wszystko się wyrówna).  
Masło rozpuszczamy na patelni i dodajemy cukier puder, a gdy zacznie brązowieć dosypujemy sezam i chwilę smażymy - do czasu uzyskania złotego koloru. Wykładamy masę na papier do pieczenia i rozprowadzamy tworząc cienką warstwę. Zostawiamy do zastygnięcia.
Tortownicę (23 cm) wykładamy papierem do pieczenia, dno wylepiamy mieszanką herbatnikową, a na nią wykładamy masę serową i wyrównujemy wierzch.
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni i na dno wstawiamy naczynie z wodą, a po 15 minutach zmniejszamy temperaturę do 150 stopni i wstawiamy sernik. Wierzch tortownicy przykrywamy folią aluminiową i pieczemy ciasto przez 2 godziny. Następnie wyłączamy piekarnik i zostawiamy w nim sernik do całkowitego wystudzenia. 
Zastygniętą płytkę sezamową łamiemy na małe kawałki i posypujemy nimi wierzch wystudzonego sernika. Podajemy schłodzony. 
Boski... mmm...



Serniki dla Miksera - edycja 1.14

niedziela, 16 lutego 2014

Pasztet domowy




Pasztet z przepisu babci... robiła go zawsze, odkąd pamiętam :-) to taki prawdziwy smak dzieciństwa, który udaje mi się idealnie odtworzyć ilekroć piekę ten pasztet... Aromatyczny - wspaniale pachnący gałką, wyrazisty w smaku... zdecydowanie nie wolno oszczędzać na przyprawach - ma ich być zwyczajnie dużo! nie chodzi o różnorodność, ale o ilość tych podstawowych :-) jedyny w swoim rodzaju...
Do dzieła!


SKŁADNIKI

ok. 1,5 kg mięsa wieprzowego (najlepiej mieszanego)

300 - 400 g podgardla

300 - 400 g wątróbki wieprzowej

po 3 sztuki marchewki, pietruszki i cebuli

1/2 selera (jeśli jest mały to cały)

5 - 6 ziaren ziela angielskiego

5 - 6 liści laurowych

1 gałka muszkatołowa

sól, pieprz

3 - 4 bułki kajzerki 

3 jajka

woda





Mięso i podgardle myjemy i kroimy na mniejsze kawałki i wkładamy do garnka. Wszystkie warzywa obieramy i dodajemy do mięsa. Dokładamy ziele, listki i całość zalewamy zimną wodą. Gotujemy na średnim ogniu do czasu aż mięso będzie miękkie. Dodajemy wątróbkę i całość gotujemy jeszcze do chwili aż wątróbka zmięknie (w tym czasie prawdopodobnie niektóre kawałki mięsa zaczną się Wam wręcz rozpadać, ale to jeszcze lepiej). Gdy wszystko już jest odpowiednio miękkie wyjmujemy z garnka marchewki, pietruszki i selera (cebula zostaje - z resztą i tak do tego czasu prawie cała się rozgotuje), a wkładamy do niego bułki - ich zadaniem jest wchłonąć jak najwięcej znajdującego się w garnku płynu. Zestawiamy z palnika i czekamy aż bułki nasiąkną, a mięso przestygnie. Następnie trzykrotnie mielimy mięso w maszynce - w międzyczasie usuwajcie ziele i liście. Dodajemy jajka, sól, pieprz, świeżo startą gałkę (dokładna ilość zależy od ostatecznej ilości użytego mięsa, ale żeby pasztet był dobry, musi mieć dość sporo gałki), bardzo dokładnie wyrabiamy. Formę, w której będzie się piekł pasztet wykładamy folią aluminiową, smarujemy tłuszczem i posypujemy bułką tartą. Wkładamy do niej pasztetową masę, równomiernie ją rozprowadzamy i wygładzamy wierzch. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy ok. 60 minut (jeśli pasztet jest w szerokiej formie i będzie niski) lub ok. 90 minut (gdy pasztet będzie w wąskiej formie i ma być wysoki). Przed wyjęciem z piekarnika sprawdźcie ostateczny stan wypieczenia patyczkiem (nie powinien być oblepiony). 





P.S.
Jeśli lubicie pasztety z dodatkiem warzyw to możecie je pozostawić i zmielić razem z mięsem, ale ja wyjmuję i to też Wam w tym przypadku polecam :-)
Miałkość pasztetu zależy od wielkości oczek w sitku, którego używacie do mielenia. 

Grochówka z wędzonką



Cała Polska kocha Stocha! Pierwszy raz od początku tej olimpiady oglądałam dziś jej kawałek, a dokładnie skoki i jak normalnie fanką ich nie jestem, tak poczułam się dumna z sukcesu rodaka :-) Tak zwyczajnie i po ludzku. I tak sobie myślę, że całe szczęście, że polska scena sportowa to nie tylko piłkarze...
Tymczasem ja wróciłam ze szkolenia, moje dziecko zniosła rozłąkę znacznie lepiej niż ja czyli było tak jak się spodziewałam... A co w przepisach? Grochówka - taka z przepisu mojego taty. W moim pojęciu najlepsza!


SKŁADNIKI

500 g grochu

500 g wędzonych kości schabowych

2 marchewki

1 pietruszka

kawałek selera

woda (1 litr + 2 litry)

2 listki laurowe

ok. 400 g różnych wędlin wędzonych (boczek, kiełbasa, szynka)

majeranek, sól, pieprz




Warzywa obieramy, kości płuczemy - wszystko wkładamy do garnka, dodajemy listki laurowe, zalewamy 2 litrami zimnej wody i gotujemy na średnim ogniu minimum 1,5 godziny (czym dłużej, tym lepiej, chodzi o to, by wywar był aromatyczny i o wyrazistym smaku). 
Groch przepłukujemy, wsypujemy do garnka, zalewamy 1 l zimnej wody i odstawiamy na kilka godzin - do czasu aż ziarna lekko zmiękną. Gdy tak się stanie stawiamy całość na palniku (groch razem z wodą) i gotujemy do miękkości, wręcz lekko rozgotowujemy (ja dodatkowo część takiego rozgotowanego grochu przekładam do innego naczynia i miksuję). Ale uwaga! Gęstniejący groch ma tendencję do przypalania, dlatego musicie bardzo często go mieszać, a gdy w garnku robi się już bardzo gęsto, możecie podlać na dno trochę wody.
Wędliny kroimy w kostkę i lekko podsmażamy (na suchej patelni). Warzywa z wywaru kroimy w drobną kostkę.
Do ugotowanego wywaru dodajemy groch, wędliny i pokrojone warzywa, doprawiamy solą, pieprzem i majerankiem - mieszamy. Gotujemy na małym ogniu jeszcze przez ok. pól godziny. 
Tak przygotowaną zupę podajemy samą lub z grzankami.    

poniedziałek, 10 lutego 2014

Pieczony boczek



Strasznie nerwowy dziś dzień... jutro wyjeżdżam na czterodniowe szkolenie i jakoś się tym stresuję... tzn, nie tym że jadę, ale tym, że nie będzie mnie te cztery dni w domu, w pracy... właściwie to odkąd urodziła się moja córeczka nigdzie bez niej wyjeżdżałam :-( nawet na jedną noc jej nigdy nie zostawiłam... Tłumaczymy jej, że mnie nie będzie, ma przygotowany kalendarz do zrywania kartek i chyba jest dzielniejsza ode mnie...
Mam nadzieję, że Wy jesteście w lepszych nastrojach. Jeśli tak, to konkretny przepis :-)


SKŁADNIKI

1,8 kg surowego boczku

2 - 3 łyżki soli peklowej

2 ząbki czosnku

pieprz

majeranek




Mięso myjemy i dokładnie nacieramy solą, skórę też. Czosnek przeciskamy przez praskę i nacieramy nim mięso, posypujemy równomiernie pieprzem i majerankiem. Zwijamy, związujemy (możecie też opakować siatką masarską) i wstawiamy do lodówki na minimum 12 godzin. Następnie umieszczamy w rękawie do pieczenia i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (termoobieg) i pieczemy przez 2,5 godziny. Po tym czasie rozcinamy rękaw i zostawiamy mięso w wyłączonym piekarniku jeszcze przez 15 minut. Wyjmujemy, studzimy i wstawiamy do lodówki żeby wędlina stępiała (będzie łatwiej ją kroić). 






niedziela, 9 lutego 2014

Babeczki tiramisu (na Dzień Zakochanych)



A więc Dzień Zakochanych... zbliża się wielkimi krokami i choć nie należy do szczególnie przeze mnie preferowanych, to jednak postanowiłam Wam coś podpowiedzieć :-) Ciasto do tych babeczek już kiedyś Wam proponowałam (KLIK), ale wersję tiramisu wymyśliłam sobie dziś rano... tak po prostu na potrzeby Waszych Walentynek :-) I wyszły świetne! Jeśli zastanawiacie się dlaczego na tę okoliczność mowa tu o tiramisu to przypominam, że w języku włoskim nazwa deseru znaczy ni mniej, ni więcej jak "poderwij mnie" :-) tak więc pieczcie i wysyłajcie niewerbalne komunikaty tym, którzy godni są Waszych uczuć ;-) 


SKŁADNIKI

Na ciasto:

2 szklanki mąki pszennej

3/4 szklanki cukru trzcinowego

1 szklanka jogurtu typu greckiego

1 szklanka mleka

1/2 szklanki oleju

2 jajka

1 łyżka ekstraktu waniliowego

2 łyżeczki proszku do pieczenia


Na budyń:

1 szklanka mleka

1 żółtko

1 łyżka kakao rozpuszczalnego z cukrem

1 łyża kawy rozpuszczalnej

3/4 łyżki mąki pszennej

3/4 łyżki mąki ziemniaczanej

2 łyżki likieru amaretto


Na masę:

200 ml śmietanki 30 %

250 g serka mascarpone

4 łyżki gorącego mleka

2 łyżki cukru pudru

2 łyżki likieru amaretto

2 płaskie łyżeczki żelatyny


dodatkowo: kakao lub starta czekolada




Wszystkie suche składniki ciasta mieszamy razem, w osobnym naczyniu mieszamy mokre składniki, a następnie te mokre wlewamy do suchych (nigdy odwrotnie, bo wyjdą grudy) i mieszamy przez chwilę łyżką - to lubię w muffinach, że robi się jej naprawdę szybko i nie wymagają specjalnego sprzętu :-)

Wszystkie składniki budyniu (oprócz amaretto) mieszamy ze sobą, a następnie stawiamy na palniku i gotujemy budyń (tak jak każdy inny budyń). Do ugotowanego dolewamy amaretto, mieszamy, zestawiamy z palnika i studzimy pod przykryciem (żeby alkohol nie wyparował).

Do formy na muffinki wkładamy papilotki i do każdej wlewamy po 1,5 łyżki ciasta, następnie wkładamy po 1 łyżeczce zimnego budyniu i znów wlewamy ciasto. Wystawiamy na 25 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. 

Żelatynę rozpuszczamy w mleku i zostawiamy do wystygnięcia (ale uważajcie, żeby nie zaczęła krzepnąć - to jest mocno nie wskazane). Śmietankę ubijamy z cukrem na sztywno (na najwyższych obrotach miksera), a następnie dodajemy po jednej łyżce mascarpone i cały czas miksujemy (tym razem na obrotach najniższych). Dodajemy likier i żelatynę,miksujemy jeszcze przez chwilę żeby składniki się połączyły. Jeśli masa wydaje się Wam zbyt rzadka wstawcie ją na kilka minut do lodówki. Następnie nakładamy do szprycy lub rękawa i dekorujemy wystudzone babeczki. Wierzch posypujemy kakao lub czekoladą. 
Do posypki możecie dodać też trochę mielonego kardamonu, w końcu jest to jeden z najstarszych afrodyzjaków...




P.S.
Mnie z tej ilości wyszło 15 babeczek.
Jeśli nałożycie zbyt dużo budyniu w babeczkach mogą się pojawić po upieczeniu puste przestrzenie u góry. Dzieje się tak dlatego, że budyń jest ciężki i ciasto nie ma dostatecznej swobody podczas wyrastania (ale zakalec nie powinien się zrobić, spokojnie). Nie stanowi to jednak problemu ponieważ ewentualne dziury możecie z powodzeniem zapełnić kremem :-) 




Słodkie Walentynki 2014 Mascarpone Karnawał 2014